Czytasz wiadomości znalezione dla frazy: Prokuratura Okręgowa Gorzów
Wiadomość
  no niezle :>

WP:

Gorzów: dziennikarski horror 2001-06-07 (15:12)
Prokuratura Okręgowa w Gorzowie postawiła zarzut udziału w organizacji
zbrojnej obcego państwa pochodzącemu z Zielonej Góry dziennikarzowi
Mirosławowi K. Podczas przeszukania jego mieszkania znaleziono między
innymi amunicję oraz zasuszoną ludzką rękę.

Mirosław K. pisał reportaże z wojen w Czeczenii i na Bałkanach. Dzisiejsza
prasa podała, że w wojnie rosyjsko-czeczeńskiej dziennikarz opowiedział
się po stronie Czeczenów i że sprawa ma wielowątkowy charakter.

 ledztwo prowadzi prokuratura i Centralne Biuro  ledcze w Gorzowie. Sprawa
dotyczy między innymi handlu materiałami wybuchowymi i przerzutu ich przez
polsko-niemiecką granicę, a także napadów rabunkowych. (jask)

                                        Navy

 
  no niezle :>

WP:

Gorzów: dziennikarski horror 2001-06-07 (15:12)
Prokuratura Okręgowa w Gorzowie postawiła zarzut udziału w organizacji
zbrojnej obcego państwa pochodzącemu z Zielonej Góry dziennikarzowi
Mirosławowi K. Podczas przeszukania jego mieszkania znaleziono między
innymi amunicję oraz zasuszoną ludzką rękę.

Mirosław K. pisał reportaże z wojen w Czeczenii i na Bałkanach. Dzisiejsza
prasa podała, że w wojnie rosyjsko-czeczeńskiej dziennikarz opowiedział
się po stronie Czeczenów i że sprawa ma wielowątkowy charakter.

 ledztwo prowadzi prokuratura i Centralne Biuro  ledcze w Gorzowie. Sprawa
dotyczy między innymi handlu materiałami wybuchowymi i przerzutu ich przez
polsko-niemiecką granicę, a także napadów rabunkowych. (jask)

Navy

  no niezle :>


Gorzów: dziennikarski horror 2001-06-07 (15:12)
Prokuratura Okręgowa w Gorzowie postawiła zarzut udziału w organizacji
zbrojnej obcego państwa pochodzącemu z Zielonej Góry dziennikarzowi
Mirosławowi K. Podczas przeszukania jego mieszkania znaleziono między
innymi amunicję oraz zasuszoną ludzką rękę.
Mirosław K. pisał reportaże z wojen w Czeczenii i na Bałkanach.


Hm - czyzbysmy uznali juz istnienia panstwa Czeczenia czy
prokurator ograniczyl sie do jakiejs Serbii ?

J.

  Aresztowano dyrektora oddziału AMW podejrzanego o korupcję
PAP / 2006-05-19

Dyrektor Lubuskiego Oddziału Agencji Mienia Wojskowego, Włodzimierz S., został w piątek aresztowany. Prokuratura zarzuca mu przyjęcie łapówek w wysokości ponad 100 tys. złotych.
Poinformował o tym PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, Kazimierz Rubaszewski.

Włodzimierz S. obiecywał sprzedaż lub podpisywanie korzystnych umów dzierżawy stacji paliw zarządzanych przez Agencję. W toku prowadzonego od kilku miesięcy dochodzenia, policjanci CBŚ zdołali zebrać materiał dowodowy umożliwiający postawienie Włodzimierzowi S. pięciu zarzutów przyjmowania korzyści majątkowych - powiedziała rzeczniczka prasowa Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wielkopolskim Agata Sałatka.

Włodzimierzowi S. grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
 
  Nasi rywale w sezonie 2007
W czwartek prezes Klubu Motorowego ,,Ostrów" Jan Łyczywek przebywał w Gorzowie, gdzie był przesłuchiwany w tamtejszej prokuraturze okręgowej w związku z aferą korupcyjną, która dotyczy próby przekupstwa podczas trzeciego meczu finału play off żużlowej 1 ligi. Prezesowi ostrowskiego klubu przedstawiono zarzut współudziału w przestępstwie. Jednocześnie prokurator zastosował środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 100 tysięcy złotych.


za: http://www.tvk.promax.media.pl/news.php?newsid=3760
  Nasi rywale w sezonie 2007
Zarzut współudziału w próbie "ustawienia" meczu żużlowego przedstawiła w czwartek prokuratura prezesowi Klubu Motorowego Ostrów Janowi Ł. To czwarta osoba podejrzana o udział w aferze korupcyjnej dotyczącej meczu Stali Gorzów z Intarem Lazur Ostrów Wlkp. - poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Dariusz Domarecki

Chyba początek końca KMO (przynajmniej w 1 lidze)

nie wiem nad czym sie zastanawiac
  Fakty, Wiadomości, Wydarzenia
Weryfikacji ciąg dalszy...
Dziś zakończył się kolejny etap weryfikacji - w sądach i prokuratorach w województwie Wielkopolskim oraz Lubuskim. W obu województwach wykrytych zostało 4 prokuratorów o haniebnej przeszłości, oraz jeden sędzia. Ten sędzia został odesłany na wcześniejszą emeryturę, z powodu odpowiedniego wieku oraz zasług dla miejscowego Sądu Okręgowego. Jeden z prokuratorów rownież został odesłany na wcześniejszą emeryturę, z tych samych powodów, był to jednak prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Gorzowie Wielkopolskim. Sprawę tą komentuje Gorzowski Poseł Platformy Obywatelskiej - Kazimierz Marcinkiewicz:
"Szanowni Państwo, ja się cieszę z tego, że ukrywana i zła prawda wychodzi na jaw. Że oczyszczamy życie publiczne, by procesy w sądach i postępowania w prokuraturach były bardziej obiektywne i skuteczne. Mam pełne zaufanie do Ministra Piesiewicza, oraz do Wiceministra Rokity którzy bardzo dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków. Dziwi mnie także krzyk niektórych posłów opozycji, by kontrolować Komisję Weryfikacyjną - chcą oni w gruncie rzeczy ujawnić tych ludzi którzy wcześniej byli sbkami, ale teraz nie są funkcjonariuszami publicznymi i nie ma sensu niszczyć im życia i zabierać godności. Wierzę, że Marszałek Jan Boruta zatrzyma tę próbę haniebnego zachowania się opozycji."
  Patologie demokratyczne
Zakład poligraficzny gospodarstwa pomocniczego urzędu znajduje się na najniższym poziomie gmachu Urzędzu Wojewódzkiego w Gorzowie i drukowane są w nim m.in. dzienniki urzędowe. Dwie osoby są podejrzane o udział w produkcji fałszywych banknotów w tym miejscu. Według prokuratury, w przestępstwo może być zamieszanych kilka osób. Jeden z podejrzanych został już aresztowany na dwa miesiące. Zdaniem prokuratury, do produkcji fałszywych banknotów wykorzystywał specjalistyczną kserokopiarkę.

"Na nasz wniosek sąd zastosował wobec niego tymczasowy areszt na dwa miesiące. Usłyszał zarzut fałszowania środków płatniczych w porozumieniu z innymi osobami. Grozi mu od pięciu do 15 lat więzienia lub 25 lat pozbawienia wolności" - powiedział PAP naczelnik V wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Gorzowie, Arkadiusz Roćko.

p.s. Swoją drogą to podobne drukarki i kserokopiarki wykorzystuje się, w majestacie prawa i bez żadnej kontroli, w większośći bogatszych Urzędów do produkcji ... wyjątkowo kosztownych wielobarwnych plakatów :)
  Żużel
W żużlu też już biorą
"Prokuratura przedstawiła w czwartek zarzut mężczyźnie podejrzanemu o próbę "ustawienia" meczu żużlowego między Stalą Gorzów, a Intarem Ostrów. Wystąpi też z wnioskiem do sądu o jego tymczasowe aresztowanie - poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki.
Podejrzanym jest 29-letni Marcin G., według policji związany z jednym ze strategicznych sponsorów klubu żużlowego z Ostrowa Wlkp.

Jak powiedział Domarecki, informację o próbie wręczenia pieniędzy jednemu z czołowych żużlowców Stali policja miała już przed niedzielnym meczem, którego stawką był awans do ekstraligi.
"Podejrzany usłyszał dziś zarzut obiecywania korzyści majątkowej w zamian za nieuczciwe zachowanie mogące mieć wpływ na wynik zawodów sportowych. Zawodnik, któremu zaproponowano 25 tys. euro, miał w zamian za nie przyczynić się do przegranej swojej drużyny i awansu do ekstraligi zespołu z Ostrowa Wlkp. Oczywiście tego nie uczynił" - powiedział Domarecki."
  Parking wielopoziomowy - Plac Konstytucji
Zarzuty dla właściciela nielegalnych maszyn budowlanych

Trzy zarzuty paserstwa postawiono właścicielowi firmy, która pracuje przy budowie parkingu wielopoziomowego na placu Konstytucji w Kielcach. Jak już informowaliśmy, należące do firmy maszyny zarekwirowali funkcjonariusze CBŚ.
Właściciel przedsiębiorstwa - Józef. K. od rana jest przesłuchiwany w prokuraturze w Gorzowie Wielkopolskim.

CBŚ zatrzymało w firmie trzy maszyny, które w 2007 roku zostały skradzione w Niemczech. Ich wartość opiewa na 200 tysięcy euro - mówi Radiu Kielce Dariusz Domarecki rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Przedsiębiorstwo, którego maszyny zarekwirowano zostało wynajęte przez głównego wykonawcę inwestycji - firmę Condite, spółkę-córkę Kolportera. Rzecznik spółki - Maciej Topolski już wczoraj informował, że Condite nie ma nic wspólnego z nielegalnymi maszynami budowlanymi. Jak dodał, spółka nie może odpowiadać za swoich podwykonawców. Podkreślił również, że inwestycja nie jest zagrożona. Gdyby jednak podwykonawca nie wywiązywał się z umowy, to zostałby wymieniony.

Maciej Topolski mówi, że nie było też żadnych sygnałów, że podwykonawca ma jakieś problemy.

http://www.radio.kielce.pl/page,,Zarzuty-dla-wlasciciela-nielegalnych-maszyn-budowlanych,1d84f254e6a8da62d17cdd8b6d7a299f.html
  KMO sezon 2008 !
Lubuscy policjanci zatrzymali kolejne osoby w związku z korupcją w żużlu. Wczoraj po południu policjanci Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Gorzowie Wlkp. zatrzymali trenera klubu żużlowego w Ostrowie – 49-letniego Lecha K. za udział w oferowaniu korzyści majątkowej w kwocie 25 tys. Euro jednemu z czołowych zawodników klubu Stali Gorzów ( w zamian za ustawienie meczu na korzyść Ostrowa).

Z tego samego powodu lubuscy policjanci zatrzymali również wczoraj po południu Jana G. ( lat 53 ) jednego ze sponsorów ostrowskiego klubu.

W niedzielę 30 września odbył się w Gorzowie Wlkp. mecz o wszystko. O wejście do ekstraligi walczyła Stal Gorzów. Zarządy klubów i ich sponsorzy zaangażowali w przygotowanie i rozwój tych klubów ogromne pieniądze.

3 października br. został zatrzymany 29-letni Marcin G., mężczyzna blisko związany z jednym ze sponsorów ostrowskiego klubu żużlowego. Został on zatrzymany przez policjantów z Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Gorzowie Wlkp. za to, że zaoferował jednemu z czołowych zawodników Stali Gorzów 25 tys. Euro w zamian za ustawienie meczu na korzyść Ostrowa. Decyzją Sądu Okręgowego w Gorzowie Wlkp. Marcin G. został tymczasowo aresztowany na miesiąc.

Dziś zatrzymani wczoraj mężczyźni zostaną przesłuchani w prokuraturze. Zostanie im przedstawiony zarzut z art. 296 B § 2 – „kto obiecuje lub udziela korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za nieuczciwe zachowanie mogące mieć wpływ na wynik zawodów sportowych”:. Kodeks Karny za tego typu przestępstwo przewiduje karę do 5 lat pozbawienia wolności.

Info ze strony KP w Gorzowie. Jednym słowem...Nie będę przeklinał.
  Afera korupcyjna: Trzej uniewinnieni! Marcin G. skazany
Informacja z ostatniej chwili:
W czwartek prezes Klubu Motorowego ,,Ostrów" Jan Łyczywek przebywał w Gorzowie, gdzie był przesłuchiwany w tamtejszej prokuraturze okręgowej w związku z aferą korupcyjną, która dotyczy próby przekupstwa podczas trzeciego meczu finału play off żużlowej 1 ligi. Prezesowi ostrowskiego klubu przedstawiono zarzut współudziału w przestępstwie. Jednocześnie prokurator zastosował środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 100 tysięcy złotych.

zródło: www.tvk.promax.media.pl
  Afera korupcyjna: Trzej uniewinnieni! Marcin G. skazany
Dzisiejsza GO donosi (artykuł oczywiście GG )

Rykoszet w stronę Stali
Z naszych informacji wynika, że być może prokuratura w Gorzowie zajmie się również kwestią dość zaskakująco słabej postawy niektórych zawodników Intaru Lazur w trzecim, decydującym meczu finału ze Stalą Gorzów, którego stawką był awans do ekstraligi. - Nic na razie w tym zakresie nie będę komentował. W tej sprawie pojawiły się różne plotki i spekulacje. Jedno jest pewne, że wszelkie nieprawidłowości zobaczą światło dzienne - zapewnia Dariusz Domarecki (rzecznik prokuratury okręgowej w GW - przyp. Rico)

no i mamy 3 opcje:
- "kaczka dziennikarska"
- kolejne ośmieszanie się klubu
- prawda?
  Świadek koronny powiesił się w celi
Kolejne samobójstwo więźnia

piątek 25 kwiecień 2008 15:59
Dziennik.pl

Świadek koronny powiesił się w celi

Andrzej Ł. - "Gruby", znów trafił za kratki, bo, choć został świadkiem koronnym, to dalej kradł samochody. W celi powiesił się. Nie wiadomo dlaczego. To kolejny więzień, który popełnia samobójstwo (lub przynajmniej tak to wygląda) w polskich zakładach karnych.

Kamery w polskich więzieniach są zamontowane tak, że nie podglądają całej celi. Do tego nikt nie zapisuje filmów na twardych dyskach - alarmuje "Polityka". Dlatego też "Gruby" mógł powiesić się w celi, unikając wzroku strażnika.

Andrzej Ł. był jednym z najgroźniejszych polskich złodziei luksusowych samochodów. Dogadał się z Prokuraturą Okręgową w Gorzowie Wielkopolskim i został świadkiem koronnym. Wrócił jednak do złodziejskiego fachu, ale powinęła mu się noga i wpadł w ręce policji.

To kolejny więzień, który popełnia samobójstwo. Ostatnio w areszcie śledczym w Płocku powiesił się, także w kąciku sanitarnym, jeden z morderców Krzysztofa Olewnika - Sławomir Kościuk. "Gruby" jest jednak pierwszym świadkiem koronnym, który w celi traci życie.

Andrzej Mężyński
  Bieżąca sytuacja polityczna w Polsce!!!
CBA to policja polityczna Kaczora do zwalczania przeciwników

Eeee, chyba mocno przesadziłeś! Bo to nie przypadek, że jego polityczni przeciwnicy są często w coś "umoczeni"...

A tu kolejne dowody:

www.wp.pl Piątek, 5 października 2007

Udana prowokacja CBA, szefowie spółki zatrzymani

Prokuratura przedstawiła prezesowi i wiceprezesowi spółki Kupiec Gorzowski zarzuty korupcyjne. Janusza J. i Jana Z. zatrzymali agenci CBA po kontrolowanym wręczeniu im łapówki w wysokości prawie 200 tys. zł - poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Dariusz Domarecki. Mężczyznom zarzucono przyjęcie łącznie 585 tys. zł. Grozi im za to do pięciu lat więzienia - powiedział Domarecki.
  Złagodzono zarzut wobec
Nie do ośmiu, ale do trzech lat więzienia grozi 21-letniemu żużlowcowi z Gorzowa Pawłowi H. Policja zarzuciła mu udział w pobiciu z użyciem niebezpiecznego narzędzia, prokuratura zmieniła kwalifikację czynu na udział w bójce - poinformowała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki.

Wobec H. jako środek zapobiegawczy zastosowano 10 tys. zł poręczenia majątkowego i dozór policji. Obok Pawła H. zarzuty w tej sprawie przedstawiono byłemu żużlowcowi Stali, rówieśnikowi H. - Mariuszowi P. i Arkadiuszowi P. Obaj są pod dozorem policji.

Do zajścia doszło podczas weekendu w jednym z nocnych lokali. Paweł H. miał tam wspólnie z dwoma znajomymi zaatakować gorzowskiego policjanta. Pokrzywdzony funkcjonariusz nie był na służbie.

Z ustaleń policji wynika, że sprawcy nagle go zaatakowali, gdy siedział przy barze. Jeden z nich miał uderzyć go w twarz butelką.

W wyniku pobicia policjant trafił do szpitala. Lekarze założyli mu sześć szwów. Po opatrzeniu poszedł do domu.

Policja bezpośrednio po zajściu zatrzymała w lokalu trójkę podejrzanych - wszyscy byli nietrzeźwi, każdy z nich miał ok. jednego promila alkoholu w organizmie.

Źródło: Onet

gdzie oni się włóczyli? po nocnych lokalach?
  Rozliczenia - start
Śledztwo ws. nakazu zatrzymania o. Rydzyka
Prokuratura w Gorzowie Wlkp. zbada sprawę nakazu zatrzymania dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka, wydanego w 1997 r. przez toruńską prokuraturę.
Wyjaśnienia sprawy domagali się liderzy LPR, którzy zawiadomili Prokuraturę Krajową o możliwym przestępstwie toruńskiej prokuratury.

Szef szczecińskiej Prokuratury Apelacyjnej (PA) wyznaczył do prowadzenia postępowania w tej sprawie Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. - poinformowała rzeczniczka PA Anna Gawłowska-Rynkiewicz.

Dodała, że PA otrzymała z Prokuratury Krajowej zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, wniesione przez Romana Giertycha i Marka Kotlinowskiego (LPR), dotyczące okoliczności wydania w 1997 r. przez Prokuraturę Okręgową w Toruniu zarządzenia o przymusowym doprowadzeniu do tamtejszej prokuratury w charakterze podejrzanego o. Rydzyka.

Prokuratura wydała ten nakaz, ponieważ zakonnik nie reagował na wcześniejsze wezwania. Prokuratorzy chcieli go przesłuchać jako podejrzanego o znieważenie funkcjonariuszy państwowych na antenie radia i nawoływanie do naruszenia nietykalności. Do zatrzymania jednak nie doszło, a o. Rydzyk dobrowolnie stawił się na przesłuchanie.



http://wiadomosci.onet.pl/1219695,11,item.html
Na początek rozliczy się prokuratora który zastosował prawo w stosunku do faceta który te prawo olał. Ale facet nosi sukienkę i pomógł wygrać wybory. Więc teraz upieprzy się prokuratora. Za bezczelność.
  Wczoraj w Gorzowie
a prosze bardzo:

GAZETA ZACHODNIA

Śledztwo w sprawie wybuchu w Italian Look

Dzień po wybuchu w gorzowskiej fabryce aluminiowych ekspresów do kawy
Italian Look wciąż nie wiadomo kto zawinił tragedii. Ośmioro pracowników
leży w szpitalach, czworo walczy o życie.

Stan zdrowia dwojga pacjentów, których przetransportowano do
specjalistycznego oddziału poparzeń szpitala w Nowej Soli określany jest
jako bardzo ciężki. Oboje mają poparzenia sięgające 90 proc. powierzchni
ciała. Niele lepiej czują się dwie kobiety z obrażeniami przekraczającymi
70 proc. powierzchni ciała. Wczoraj pisaliśmy o tym, że zdaniem
pracowników pogotowia źle przeprowadzono początek akcji ratowniczej. Teren
nie został ogrodzony, ranni leżeli zbyt blisko hali w przypadkowych
miejscach i nie byli posegregowani według rozmarów obrażeń. Do zarzutów
dołączyła się państwowa straż pożarna. - Zauważyłem w akcji gaśniczej
poważne błędy. Dlatego sporządzimy protokół i będziemy o tym dyskutować z
kolegami z zakładowej straży pożarnej, bo to oni w poniedziałek
koordynowali działania służb ratowniczych - mówi kpt. Stanisław Kowalik,
komendant miejski straży pożarnej w Gorzowie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy
się, że strażacy z jednostki zakładowej najpierw gasili pożar proszkiem do
gaszenia metalu, ale już później - do chłodzenia kotła - używali piany. A
to jak się okazało groziło nowym wybuchem, bo aluminium wolno gasić tylko
proszkiem, piaskiem lub cementem.

Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie doprowadzenia do katastrofy (art.
163 kk), za co grozi do 12 lat więzienia. Na razie nie postawiono nikomu
żadnych zarzutów karnych. - Ale wiele wskazuje na to, że takie zarzuty
będą. Śledztwo będzie jednak długie i żmudne - mówi prok. Roman Witkowski,
rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie.

Z kolei Państwowa Inspekcja Pracy bada czy hala była przystosowana do
obróbki aluminium a urządzenia były sprawne. - Wybuch nastąpił w
instalacji wyciągowej pyłów aluminiowych. Sprawdzamy czy przyczyną była
iskra czy samozapłon - mówi Edward Jarmiński, zastępca Okręgowego
Inspektora Pracy. Centrala PIP w Warszawie powołała specjalny zespół,
który ma się zająć wyjaśnieniem tragedii. - Właściciele Italian Look
twierdzą, że nie wiedzieli o wybuchowych właściwościach pyłów
aluminiowych. Pytanie jest czy projektant linii produkcyjnej w tej hali to
przewidział - dodaje Jarmiński.

pozdrawiam i  sorka za fonty

  Jacek Kaczmarski jedną z ofiar szarlatana?
Jacek Kaczmarski jedną z ofiar szarlatana?

"Super Express" dotarł do szokujących kulisów śledztwa w sprawie szarlatana Zygmunta B., który obiecywał, że wyleczy z raka każdego i poił pacjentów dziwną miksturą, za którą żądał ogromnych pieniędzy.

Policja ustaliła, że od umierających ludzi oszust wyciągnął co najmniej dwa miliony złotych. Ratunku u niego szukał także Jacek Kaczmarski, zmarły w 2004 roku pieśniarz, poeta i bard Solidarności. - Do końca swych dni wierzył, że te środki mu pomogą, powiedział gazecie Robert Siwiec, przyjaciel Kaczmarskiego.

Choć od śmierci Kaczmarskiego minęły już prawie trzy lata, jego fani wciąż pytają: Dlaczego Jacek odwrócił się od lekarzy? Nie mogą zrozumieć, że zamiast oddać się w ręce chirurgów, którzy wycięliby mu raka krtani, Kaczmarski wybrał leczenie niekonwencjonalne.

Większość znajomych i przyjaciół Kaczmarskiego uważała, że nie chciał operacji, bo bał się, że straci głos. Dziś, po aresztowaniu Zygmunta B., już wiadomo, dlaczego nie zaufał chirurgom. - Ten oszust nie pozwalał kontaktować się z lekarzami. Nawet badań kontrolnych nie pozwalał robić - mówią znajomi Jacka.

Mikstury B. nie miały żadnych właściwości leczniczych. - To była zwyczajna kiszonka. B. szedł do sklepu z ziołami, kupował, wrzucał wszystko do jednego kotła i mieszał bez żadnego ładu i składu. Potem to wszystko kisił. To, co powstawało mogło tylko zaszkodzić, powiedział "Super Expressowi" dr Tomasz Janus, biegły toksykolog z PAM.

Zygmunt B. działał 7 lat. - Ma postawiony zarzut oszustwa, narażenia na niebezpieczeństwo życia lub zdrowia człowieka, a także prowadzenia praktyki lekarskiej bez uprawnień. W rękach policji jest także żona oszusta - Urszula B., oraz pięcioro ich pracowników - mówi Dariusz Domarecki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp.

Źródło
  Ponownie - jak nas widza tak nas pisza...
Właściwie nie tutaj tego miejsce nie chcę jednak oteirac co rusz to nowych wątków.
Biedny prokurator, biedaczyna, pójdzie w odstawkę na zieloną trawkę. Takie faux pas popełnić
Za onetem:


Prokuratura o nakazie zatrzymania o. Rydzyka

Decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa ws. nakazu zatrzymania o. Tadeusza Rydzyka jest prawomocna - twierdzi Prokuratura Okręgowa w Gorzowie.
Pokrzywdzonemu przysługiwało prawo złożenia zażalenia, jednak pomimo skutecznego dostarczenia odpisu decyzji nie wpłynęło ono do prokuratury w ustawowym terminie - poinformował Roman Witkowski z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp.

Pod koniec stycznia po analizie zebranego materiału Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie nakazu zatrzymania i doprowadzenia w charakterze podejrzanego o. Tadeusza Rydzyka, wydanego w 1997 r. przez prokuraturę w Toruniu. Śledztwa takiego domagali się liderzy Ligi Polskich Rodzin.

Prokuratura w Gorzowie badała sprawę na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie, stwierdzając, że czynności podjęte przez toruńskich prokuratorów były zgodne z prawem.

O. Rydzyk sześciokrotnie był wzywany w charakterze podejrzanego w normalnym trybie, listem poleconym oraz wezwaniami, które miała doręczyć mu policja. Okazało się to nieskuteczne, jednak, według prokuratury, co najmniej o dwóch takich zawiadomieniach duchowny wiedział.

Jak wyjaśnił Witkowski dopiero potem prokuratorzy zdecydowali się na wydanie zarządzenia o zatrzymaniu o. Rydzyka i przymusowym doprowadzeniu do prokuratury co przewiduje kodeks postępowania karnego.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wnieśli w grudniu zeszłego roku Roman Giertych i Marek Kotlinowski (LPR). Dotyczyło ono okoliczności wydania w 1997 r. przez Prokuraturę Okręgową w Toruniu zarządzenia o przymusowym doprowadzeniu duchownego do tamtejszej prokuratury w charakterze podejrzanego.

Prokuratura - na wniosek posłów SLD - wszczęła wtedy śledztwo, ponieważ o. Rydzyk na antenie Radia Maryja miał powiedzieć: "Posłom, którzy głosowali nad zliberalizowaniem ustawy antyaborcyjnej, powinno się ogolić głowy, jak golono kobietom współżyjącym z hitlerowcami w czasie wojny
  Żużel
Prezydium PZM nie odwołało barażu o miejsce w ekstralidze

Prezydium Polskiego Związku Motorowego, które zapoznało się w piątek z wyjaśnieniami Klubu Motorowego Ostrów Wlkp w związku z zatrzymaniem osoby podejrzanej o próbę przekupstwa zawodnika Stali Gorzów, zadecydowało, że mecz barażowy o miejsce w ekstralidze żużlowej KM Ostrów Wlkp.- ZKŻ Zielona Góra odbędzie się w zaplanowanym terminie, w niedzielę 7 października
PZM zawiesił jednak decyzję o zatwierdzeniu KM Ostrów Wlkp jako organizatora turnieju indywidualnych mistrzostw świata - Grand Prix Challenge, zaplanowanych na 14 października 2008 r., do czasu ostatecznego wyjaśnienia ewentualnej roli klubu z Ostrowa w sprawie próby przekupstwa.

Prezydium Zarządu Głównego PZM postanowiło także w piątek, że wystąpi do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. o nadanie Polskiemu Związkowi Motorowemu statusu pokrzywdzonego jako osobie prawnej, której dobro prawne zostało bezpośrednio naruszone lub zagrożone przez przestępstwo.

Sprawa wybuchła w środę, kiedy policja zatrzymała mężczyznę podejrzewanego o próbę wpłynięcia poprzez korupcję na wynik meczu żużlowego. 29-letni Marcin G. jest podejrzewany o zaoferowanie 25 tys. euro jednemu z czołowych zawodników Stali Gorzów, w zamian za "ustawienie" meczu o awans do ekstraligi z Intarem Lazur Ostrów Wlkp. Według policji, Marcin G. jest związany z jednym ze strategicznych sponsorów klubu żużlowego z Ostrowa Wlkp.

Próba przekupstwa nie powiodła się. Stal Gorzów wygrała mecz z Intarem Lazur Ostrów 49 do 41, co dało jej awans do ekstraligi żużlowej, a drużyna z Ostrowa walczyć będzie o miejsce w Speedway Ekstralidze w pojedynku barażowym z ZKŻ Zielona Góra.

Jak wyjaśnił w oficjalnym komunikacie klub z Ostrowa Wlkp. zatrzymany mężczyzna nie jest przedstawicielem któregokolwiek ze strategicznych sponsorów Klubu Motorowego Ostrów Wlkp., nie jest również w żaden formalny sposób związany z klubem - nie jest członkiem klubu, ani nie wchodzi w skład jego władz.

www.gazeta.pl

wszędzie tylko korupcja, kupowanie oszustwa
  garść info z sądu ( + kolejny tydzień czyli 28.05 - 03.06)
czwartek 31.05.2007

*************************************************************
I ACa 5/07 08:30
12/10/06 przeciwko o ochronę dóbr osobistych i zapłatę
KATARZYNA KANTORSKA
ALEKSANDRA PROCHOWNIK -MAŁOLETNIA
KATARZYNA SEMBOL -CYBULSKA
JACEK ORZECHOWSKI

SSA Maria Kamocka
***********************************************************
I ACa 18/07 08:30

13/07/06 przeciwko o nakazanie
LIDIA KOŁODZIEJ
GERHARD KOŁODZIEJ
LUDWIKA PISCZUR
HENRYK PISCZUR

SSA Marta Sawicka
***********************************************************
I ACa 295/07 09:50
30/05/05
przeciwko o zapłatę
SPECJALISTYCZNY SAMODZIELNY PUBLICZNY
ZAKŁAD OPIEKI ZDROWOTNEJ NAD DZIECKIEM I
MŁODZIEśĄ W SZCZECINIE
NARODOWY FUNDUSZ ZDROWIA W WARSZAWIE
ZACHODNIOPOMORSKI ODDZIAŁ WOJEWÓDZKI
NFZ W SZCZECINIE

SSO del. Edyta
Buczkowska-śuk
**********************************************************
I ACa 11/07 10:30

30/06/06
przeciwko o zapłatę
PMS BUDUS PRZEDSIĘBIORSTWO BUDOWLANE
SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ
W SZCZECINIE -SYNDYK MASY UPADŁOŚCI
EURO KLINKIER PRZEDSIĘBIORSTWO HANDLOWO
-USŁUGOWE SPÓŁKA JAWNA Z SIEDZIBĄ W
SZCZECINIE

SSA Marta Sawicka
**********************************************************
I ACa 1194/06 11:10

25/09/06
przeciwko o ustalenie niewaŜności umowy sprzedaŜy
TADEUSZ GOŁOST
HENRYK BANASZEK
ZENON DEIERLING
EMIL BABIAK
KATARZYNA SAWKA
PROKURATOR PROKURATURY OKRĘGOWEJ W
GORZOWIE WIELKOPOLSKIM
REMPOL PRZEDSIĘBIORSTWO PRODUKCJI
HANDLU I USŁUG SPÓŁKA AKCYJNA W
MIĘDZYRZECZU
MINISTER SKARBU - SKARB PAŃSTWA

SSA Artur Kowalewski
***********************************************************
I ACa 15/07 14:10

27/09/06
przeciwko o ubezwłasnowolnienie
ELśBIETA HAEGENBARTH
MARCIN HAEGENBARTH
PROKURATOR OKRĘGOWY W GORZOWIE
WIELKOPOLSKIM

SSA Maria Kamocka
***********************************************************
I ACa 16/07 14:10

17/11/06
przeciwko o ochronę dóbr osobistych i zapłatę
KURIER SZCZECIŃSKI SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ
ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ W SZCZECINIE
ARLETA NALEWAJKO
MEDIA POMORSKIE SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ
ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ W KOSZALINIE
MAREK KROMER
YNONA HUSAIM -SOBECKA

SSA Marta Sawicka
***********************************************************
  Zarzuty ws. fałszowania pieniędzy w Urzędzie Wojewódzkim
.

Zarzuty ws. fałszowania pieniędzy

w Urzędzie Wojewódzkim

mar, PAP 2008-02-04, ostatnia aktualizacja 2008-02-04 11:58:01.0

Dwie osoby są podejrzane o udział w produkcji

fałszywych banknotów w zakładzie poligraficznym

w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim w Gorzowie

- poinformował naczelnik V wydziału śledczego

Prokuratury Okręgowej w Gorzowie, Arkadiusz Roćko.

Jeden z podejrzanych został już aresztowany na dwa miesiące.Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył organom ścigania dyrektor generalny LUW.Do fałszowania banknotów miało dochodzić w zakładzie poligraficznym gospodarstwa pomocniczego urzędu. Zakład znajduje się na najniższym poziomie gmachu, drukowane są w nim m.in. dzienniki urzędowe.Głównym podejrzanym jest 24-letni mężczyzna, który od kilku miesięcy pracował w zakładzie poligrafii. Zdaniem prokuratury, do produkcji fałszywych banknotów wykorzystywał specjalistyczną kserokopiarkę.- Na nasz wniosek sąd zastosował wobec niego tymczasowy areszt na dwa miesiące. Usłyszał zarzut fałszowania środków płatniczych w porozumieniu z innymi osobami. Grozi mu od pięciu do 15 lat wiezienia lub 25 lat pozbawienia wolności - powiedział Roćko.Na pytanie, ile fałszywych banknotów mogło zostać wydrukowanych w urzędzie, prokurator odpowiedział, że "więcej niż kilka".Drugą osobą, która usłyszała zarzuty w tej sprawie jest dyrektor zakładu obsługi administracji LUW. Prokuratura zarzuca mu niedopełnienie obowiązków oraz zacieranie śladów przestępstwa. Dyrektorowi grozi do pięciu lat wiezienia. Jako środek zapobiegawczy zastosowano poręczenie majątkowe w kwocie 10 tys. zł. Prokuratura zawiesiła go także w wykonywaniu czynności służbowych.Według prokuratury, w przestępstwo może być zamieszanych więcej osób. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Komenda Wojewódzka Policji w Gorzowie. mar, PAP

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
  Gorzowski komornik nie trafi na razie do aresztu
PAP, MFi /03.01.2007 17:18

Gorzowski komornik nie trafi na razie do aresztu

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie odstąpiła od tymczasowego aresztowania przebywającego w szpitalu Jarosława A., znanego komornika z Gorzowa Wielkopolskiego, podejrzanego o wyniesienie z sądu akt dziewięciu prowadzonych przez siebie spraw.

Jak poinformował PAP rzecznik koszalińskiej prokuratury Ryszard Gąsiorowski "od wykonania orzeczonego przez sąd tymczasowego aresztowania wobec Jarosława A. odstąpiono ze względu na ciężki stan zdrowia podejrzanego, który od listopada ub.r. leży na oddziale intensywnej opieki medycznej".

Zarzut przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków Jarosławowi A. postawiła w październiku ub.r. prokuratura w Gorzowie Wielkopolskim, po tym, jak miejscowa policja znalazła w skradzionym komornikowi mercedesie sądowe akta dziewięciu spraw, prowadzonych przez niego w latach 1988-1998. Gorzowscy śledczy wystąpili wówczas do miejscowego sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie Jarosława A., ale sąd tego wniosku nie uwzględnił, zamienił areszt na 80 tys. zł poręczenia majątkowego i wypuścił komornika na wolność.

Prokuratura złożyła zażalenie na to postanowienie do sądu II instancji. Ponieważ Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim wyłączył się ze sprawy, zażalenie w listopadzie ub.r. rozpatrzył SO w Szczecinie (Zachodniopomorskie). Sąd uznał zażalenie prokuratury za słuszne i postanowił aresztować komornika.

Jednak po wcześniejszym wyjściu na wolność Jarosław A. trzykrotnie targnął się na swoje życie, w rezultacie czego trafił w stanie ciężkim do szpitala. W tej sytuacji Prokuratura Okręgowa w Koszalinie, której decyzją prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka przekazano śledztwo w tej sprawie, uzależniła wykonanie aresztu od opinii biegłych.

Początkowo koszalińska prokuratura rozważała możliwość wykonywania aresztu w szpitalu, ale po uzyskaniu opinii odstąpiła od tego zamiaru. "Wiemy, gdzie podejrzany przebywa, wiemy że stan jego zdrowia uniemożliwia mu utrudnianie postępowania, a więc wykonywanie tymczasowego aresztu jest w tej chwili bezzasadne" - powiedział PAP prokurator Ryszard Gąsiorowski.

Gąsiorowski poinformował, że czynności procesowe w tej sprawie są wykonywane, w śledztwie przesłuchano już kilkunastu świadków. "Za kilka tygodni jeszcze raz zwrócimy się do biegłych o opinię na temat stanu zdrowia podejrzanego, tym razem będziemy chcieli wiedzieć czy i kiedy będzie możliwy jego udział w czynnościach procesowych" - dodał prokurator.

Copyright 1996-2007 Grupa Onet.pl SA

.
  Bomba w centrum Gorzowa Wielkopolskiego
Policja ustaliła tożsamość kobiety, która jest podejrzewana o podłożenie atrapy ładunku wybuchowego pod jednym z gorzowskich banków. Prokuratura wydała postanowienie o postawieniu jej zarzutów. 27-letniej mieszkance Gniezna grozi do 8 lat więzienia.

Przypomnijmy, 28 listopada około południa pracownica banku znajdującego się w budynku popularnie zwanym "Titanicem" powiadomiła ochronę o tym, że zauważyła przy bankomacie reklamówkę, a w niej jakiś ładunek. Foliowa torba zawierała oklejoną taśmą paczkę, przy której widoczne były przewody elektryczne.

Z powodu alarmu bombowego przez niemal siedem godzin całkowicie sparalizowany został ruch w centrum miasta. Wyłączono z ruchu kilka głównych ulic, zablokowany był Most Staromiejski. Gorzowska policja zabezpieczyła znalezisko, a do jego zneutralizowania wezwano specjalistyczną jednostkę z Wrocławia. Jak się okazało, pozostawiona w pomieszczeniu paczka była specjalnie skonstruowaną atrapą ładunku wybuchowego.

Po zakończeniu akcji w banku policjanci służb kryminalnych rozpoczęli ustalanie autora alarmu. Analizowano zapis kamer monitoringu, sprawdzano pozostawione w okolicy pojazdy, przesłuchano też wielu świadków.
- Wykonane przez policję czynności pozwoliły potwierdzić, że pakunek pozostawiła w banku młoda kobieta. Nie była ona jednak mieszkanką Gorzowa. Wszystkie tropy prowadziły do województwa wielkopolskiego - opowiada aspirant Sławomir Konieczny z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie.

W ubiegłym tygodniu policjanci z gorzowskiej KMP dysponowali już materiałem dowodowym, dającym podstawę do zatrzymania konkretnej osoby. W trakcie przeszukania zrealizowanego w mieszkaniu w Gnieźnie policjanci odnaleźli kobietę.
- Prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów Ewie J., 27-letniej mieszkance Gniezna - informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki.

Okazało się jednak, że stan jej zdrowia nie pozwolił na przeprowadzenie żadnych czynności procesowych. W tej chwili kobieta przebywa w szpitalu. Podjęta została decyzja o powołaniu biegłego, który wypowie się na temat jej stanu zdrowia.
Kobiecie za spowodowanie zaistnienia zdarzenia grożącego życiu i zdrowiu wielu osób grozi kara do ośmiu lat więzienia.


http://www.gorzow24.pl/news/5453/kobieta-autorka-alarmu-bombowego.html
  RAPORT MACIEREWICZA CZYLI...WIELKA KLAPA :):)
Powstała specjalna grupa do śledztw w WSI!!

Naczelny Prokurator Wojskowy powołał specjalną grupę śledczą, która w warszawskiej Okręgowej Prokuraturze Wojskowej będzie prowadzić śledztwa z zawiadomień szefa komisji weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza - poinformował rzecznik NPW płk Jerzy Kwieciński.
Po analizie Naczelna Prokuratura Wojskowa zdecydowała, że z 11 zawiadomień nadesłanych do prokuratur wojskowych ośmioma zajmie się Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, jedno, dot. działalności szpiegowskiej przeciwko interesom obronności Rzeczypospolitej Polskiej i jej Siłom Zbrojnym przekazano do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Dwa zawiadomienia, które autorzy raportu skierowali do wojskowych prokuratur w Zielonej Górze i Krakowie, trafiły do NPW, która zdecyduje o dalszym trybie ich rozpatrywania - podał Kwieciński. Warszawska prokuratura wojskowa będzie prowadzić śledztwa w sprawie sześciu zawiadomień, dotyczących: rosyjskiej penetracji WSI i zaniechania działań w tej sprawie; nielegalnego zdobycia środków na finansowanie służb specjalnych; stworzenia rezydentury, której funkcjonariusze podejmowali nielegalne działania przy współudziale niezweryfikowanych pracowników SB; wprowadzenia w błąd polskich organów państwowych przez udzielanie fałszywych wiadomości, mających istotne znaczenie dla Rzeczypospolitej Polskiej oraz niedopełnienia obowiązków; nieprawidłowości związanych z przetargiem na Kołowy Transporter Opancerzony; nielegalnej inwigilacji partii politycznych.

Dwa kolejne zawiadomienia, dot. nielegalnego handlu bronią oraz uprzywilejowani firmy SILTEC zostaną wykorzystane w już prowadzonych przez tę prokuraturę postępowaniach.

onet.pl
  Ex-prezes AMW aresztowany!
W czwartek sąd aresztował byłego prezesa Agencji Mienia Wojskowego w Warszawie Andrzeja J. Prokuratura zarzuciła J., kierującemu Agencją do 2001 roku, przyjęcie łapówki
oraz wręczenie korzyści majątkowej byłemu dyrektorowi oddziału
terenowego AMW w Gorzowie - poinformował PAP rzecznik prasowy
Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Kazimierz Rubaszewski.
Andrzeja J. zatrzymano w środę. Byłemu prezesowi AMW
zarzucono przyjęcie w lipcu 1999 r. od ustalonej osoby ponad 1 mln
zł i kosza z łakociami w zamian za wygranie przetargu dotyczącego
nieruchomości położonej w Gorzowie Wlkp. przez ustaloną firmę.
Ponadto zarzucono mu wręczenie w tym samym czasie 100 tys. zł
Włodzimierzowi S., byłemu dyrektorowi Oddziału Terenowego Agencji
Mienia Wojskowego w Gorzowie Wlkp., w zamian za podjęcie
korzystnych decyzji związanych ze sprawą wyżej wymienionej
nieruchomości położonej w tym mieście.
"W związku z możliwością matactwa oraz wysokością łapówki
prokurator wystąpił do sądu o tymczasowe aresztowanie
podejrzanego. W czwartek sąd zadecydował o zastosowaniu trzech
miesięcy aresztu wobec J." - powiedział Rubaszewski.
Podejrzany nie przyznał się do stawianego mu zarzutu. Za
zarzucone mu przestępstwo grozi do ośmiu lat więzienia.
Śledztwo w sprawie udzielenia w latach 1999-2004 korzyści
majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne w Agencji Mienia
Wojskowego zostało wszczęte na początku lipca ubiegłego roku i
jest prowadzone przez zielonogórską prokuraturę. Nadzoruje je
Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu, która poinformowała, że nadal
jest kontynuowane.
W jego wyniku w maju bieżącego roku do aresztu trafił
dyrektor Oddziału Terenowego Agencji Mienia Wojskowego w Gorzowie
Wlkp., Włodzimierz S. Prokuratura zarzuciła mu przyjęcie łapówki w
wysokości 100 tys. złotych. Dalsze czynności doprowadziły do
zatrzymania, przedstawienia zarzutów oraz aresztowania byłego
szefa AMW.(PAP)
  Grupa prokuratorów zajmie się tylko WSI
PAP, 24.02.2007 r.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie zacznie sześć śledztw z zawiadomienia szefa komisji weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza.

Naczelny prokurator wojskowy płk Tomasz Chrabski powołał specjalną grupę, która ma prowadzić dochodzenia. Prokuratorzy, którzy się w niej znaleźli, będą zajmować się wyłącznie sprawami związanymi z WSI.

Płk Jerzy Kwieciński, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która będzie nadzorować wszystkie śledztwa związane z raportem WSI, ujawnił, że postępowania będą dotyczyć rosyjskiej penetracji WSI i zaniechania działań w tej sprawie, nielegalnego zdobycia środków na finansowanie służb specjalnych, stworzenia rezydentury, której funkcjonariusze podejmowali wbrew prawu działania przy współudziale niezweryfikowanych pracowników SB, wprowadzenia w błąd polskich organów państwowych przez udzielanie fałszywych wiadomości mających istotne znaczenie dla kraju oraz niedopełnienia obowiązków, nieprawidłowości związanych z przetargiem na kołowy transporter opancerzony oraz inwigilacji partii politycznych.

Kolejne zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw przez pracowników WSI złożone przez Antoniego Macierewicza zostaną włączone do toczących się od dawna postępowań. Jedno dotyczy nielegalnego handlu bronią, a drugie działania na szkodę Skarbu Państwa oraz bezpieczeństwa państwa przez uprzywilejowanie firmy Siltec w przetargach dla wojska. Jedno z zawiadomień – dotyczące działalności szpiegowskiej przeciwko interesom obronności i Siłom Zbrojnym RP – przekazano do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim.

Z powodu niestwierdzenia przestępstwa Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła śledztwa w sprawie rzekomego bezprawnego dostępu do tajnych informacji przez jednego z członków komisji likwidacyjnej b. Wojskowych Służb Informacyjnych. Prokuratura ustaliła, że ta osoba, funkcjonariusz ABW, miała odpowiedni certyfikat.
  Śmierć 6-latki w rodzinie zastępczej
BasiaK, nie masz sie czego wstydzić, jeżeli juz ktos ma sie wstydzić to dziennikarze i ci którzy wypisywali niesprawiedliwe komentarze na różnych forach. To wydarzenie jest doskonałym przykładem jak działają dziennikarze. Musi byc news, nieważne czy do końca sprawdzony. Mnie ciekawia teraz dwie sprawy, czy to było uderzenie w brzuch, czy np. tylko pchnięcie. Jeżeli to było uderzenie w brzuch to mogło przyspieszyc zgon dziecka. No bo chyba otrzewna jest gdzieś w brzuchu. Sporo pojawia się niejasności. No i druga sprawa, gdzieś w tej sprawie zawieruszyła sie mama.

6-latka zmarła w wyniku zapalenia otrzewnej

pi, 2006-09-05

Sekcja zwłok 6-letniej dziewczynki wykazała, że zmarła ona na skutek zapalenia otrzewnej, które nie miało związku z uderzeniem, które miał jej zadać opiekun. Dziewczynka wychowywała się w rodzinie zastępczej w Niegosławiu (Lubuskie).

Mężczyzna, podejrzewany o przyczynienie się do śmierci dziecka, prawdopodobnie zostanie zwolniony z policyjnego aresztu - poinformował PAP we wtorek rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Strzelcach Krajeńskich Andrzej Węglarz.

"34-latek prawdopodobnie zostanie zwolniony, jednak nadal czekają go przesłuchania. Zamierzamy dowiedzieć się, jak to się stało, że jako prawny opiekun nie zorientował się, że dziecko choruje na zapalenie wyrostka robaczkowego, które wywołało zapalenie otrzewnej" - powiedział PAP Węglarz.

Jak przekazał PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki, jeśli okaże się, że w rodzinie zastępczej Wiktorii doszło do zaniedbania ze strony opiekunów, może im grozić zarzut narażenia dziecka na utratę zdrowia lub życia; prokuratura zamierza także sprawdzić, czy dziewczynka nie była ofiarą przemocy.

W poniedziałek nad ranem o zgonie dziecka poinformował policję z Drezdenka jej opiekun. Mężczyzna powiedział także, że poprzedniego wieczoru uderzył dziewczynkę w brzuch, a później dziecko wymiotowało. Po zaśnięciu, już się nie obudziło. Policja zatrzymała 34-latka, a prokuratura zarządziła sekcję zwłok dziecka.

P.S. Zauważyliście, że na portalach i w serwisach cisza w tej sprawie, nie ma zadnych sprostowań, przynajmniej na razie.

i jeszcze informacja z dzisiejszej gorzowskiej GW
http://miasta.gazeta.pl/gorzow/1,35211,3597687.html
  Mogą zginąć ludzie [Lubuskie]
Gazeta Lubuska
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050510/TEMAT...

 10 Maja 2005
Mogą zginąć ludzie

- To celowa robota, a przecież w szynobusie jedzie nawet 100 osób! -
denerwował się wczoraj Jan Nowak z PKP. Ktoś znów próbował uszkodzić autobus
szynowy na trasie Zbąszynek - Gorzów.

W piątek na torach leżały kolejowe znaki. Maszynista za każdym razem
zatrzymywał szynobus i z kierownikiem usuwali przeszkody. Gdyby ich nie
zauważyli, mogłoby dojść do nieszczęścia. - Jazda na tej trasie to ogromny
stres. Człowiek hamuje przed wszystkim, co leży na torach - mówił nam
wczoraj maszynista Eugeniusz Kuźnicki z Zakładu Taboru Kolejowego w
Czerwieńsku. Za chwilę miał wyruszyć z Gorzowa do Międzyrzecza. - Na
początku jazda autobusem szynowym była przyjemnością, teraz na tej trasie
towarzyszy nam strach - dopowiadał kierownik pociągu Marek Lewandowski z
Zakładu Przewozów Pasażerskich w Zielonej Górze.

Robią to celowo

Szynobus pojawił się na tej trasie w październiku 2003 r. - Już w
listopadzie najechał na metalowy drut rozciągnięty w poprzek torów. Na
początku nie zwracaliśmy na to uwagi. Teraz uważamy, że to działanie
świadome. Niemal co miesiąc coś się dzieje - mówi Andrzej Chojecki, dyrektor
Zakładu Linii Kolejowych w Gorzowie. Według jego zastępcy Nowaka, drzewo
może się przewrócić, druty urwać, ale słupek betonowy sam się na torach nie
ułoży. - To sabotaż - twierdzi Nowak.
W kwietniu szynobus najechał na 100-kilogramowy betonowy słupek. Poszły
przewody powietrzne, paski klinowe, pojazd trafił do naprawy. W piątek na
trasę wyjechał nowy i już w czasie pierwszego kursu napotkał na
przeszkody. - Niewiele osób wiedziało, że pociąg wyjedzie tego dnia i o tej
godzinie - mówi Barbara Kuraszkiewicz, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego,
który jest właścicielem pojazdu. - Kto może coś takiego robić? Przecież
szynobus służy mieszkańcom.

Walka konkurencji?

Niebezpieczne przedmioty na szynach pojawiają się zazwyczaj od piątku do
niedzieli. Wtedy nie jeżdżą pociągi towarowe, których lokomotywa rozbije
przeszkody, a i z trasy korzysta sporo ludzi. Kolejarze mają więc swoją
teorię. - Podejrzewam, że to walka konkurencyjna - spekuluje Chojecki. Nie
chce powiedzieć nic więcej. Ale wiadomo, że szynobus zabiera pasażerów
autobusom i mikrobusom. Z takimi podejrzeniami nie zgadza się Artur Górka,
szef lubuskich przewoźników. - Prywatni przewoźnicy walczą z PKS-em i między
sobą. Autobus szynowy nie jest dla nich konkurencją. To, co się dzieje, jest
zwykłym wandalizmem - uważa.
Sprawą zajmuje się policja pod nadzorem prokuratury. - Prowadzimy czynności
dwutorowo. Mogą to być wybryki nieodpowiedzialnej młodzieży, ale nie
wykluczamy walki konkurencji - tłumaczy Janusz Szegiec, zastępca komendanta
komisariatu policji w Skwierzynie. Od kwietnia (wtedy położono słup)
policjanci patrolują trasę razem z sokistami. - Zrobimy wszystko, żeby to
ukrócić - zapewnia Włodzimierz Gonczar z komendy okręgowej Straży Ochrony
Kolei w Szczecinie. Mówi, że nigdzie w północno-zachodniej Polsce nie
zdarzało się nic podobnego. Szynobus jeździ też na południu województwa,
między Zieloną Górą a Żarami i Żaganiem. Także tu nie dochodzi do prób
uszkodzeń pojazdu.

W mundurach i po cywilnemu

Policja mówi, że wzdłuż trasy będzie urządzała obławy, w teren wyruszyli już
funkcjonariusze po cywilnemu. Gonczar chce do współpracy namówić Straż
Graniczną. Zastępca komendanta komisariatu policji ze Skwierzyny kwituje: -
Ci, którzy to robią, nie zdają sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo
narażają pasażerów. Niech się opamiętają. Przecież mogą zginąć ludzie!

HENRYKA BEDNARSKA

Sawa

  Coś dla Arona
http://echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070320/POWIAT03/70319...

Winny kierowca busa
Na sześć lat więzienia sąd skazał wczoraj kierowcę busa - sprawcę wypadku w
Deszcznie. Zginęło wtedy troje gimnazjalistów.

Rodzice gimnazjalistów, którzy zginęli - Ilony Karaban, Dariusza Dula i
Michała Guźli - opuszczają salę rozpraw. (M. Radzimowski)

Sześć lat za trzy młode życia

Na sześć lat więzienia Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu skazał wczoraj kierowcę
busa - sprawcę tragicznej katastrofy drogowej w Deszcznie koło Gorzowa
Wielkopolskiego. W zderzeniu busa z ciężarówką zginęło troje gimnazjalistów
z Zaleszan i Turbi (powiat stalowowolski).

- Decyzję odnośnie złożenia apelacji, podejmiemy po zapoznaniu się z
pisemnym uzasadnieniem orzeczenia - stwierdził w rozmowie z dziennikarzami
mecenas Jacek Szałapata, reprezentujący Artura C.

Dla adwokatów drugiego z oskarżonych - kierowcy ciągnika siodłowego - wyrok
był satysfakcjonujący. Sąd uznał, że co prawda dopuścił się on wykroczenia
(nadmierna prędkość), ale to nie miało bezpośredniego wpływu na zaistnienie
wypadku. Nie będzie też odpowiadał za wykroczenie, bo karalność uległa już
przedawnieniu.
reklama

* Wycieczka w nagrodę
24 września 2004 roku, Deszczno koło Gorzowa Wielkopolskiego. Wskutek
czołowo-bocznego zderzenia mercedesa sprintera z ciągnikiem siodłowym volvo
z naczepą zginęła trójka gimnazjalistów w wieku 14 i 15 lat: Ilona Karaban,
Michał Guźla i Dariusz Dul. Pozostali pasażerowie zostali ranni.

WINNY KIEROWCA BUSA

Sąd uznał, że całkowitą winę za spowodowanie wypadku oraz jego tragiczne
skutki ponosi kierujący busem Artur C. Mężczyzna, świadomy tego, że wiezie
kilkanaście innych osób, złamał przepisy ruchu drogowego.

- Robił to, zanim jeszcze doszło do katastrofy. Chociażby wykonując
gwałtowne skręty, czym "budził? śpiących pasażerów - uzasadniał wyrok
sędzia Zygmunt Dudziński z Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. - Oskarżony nie
dostosował prędkości ani nie zachował bezpiecznej odległości przed
poprzedzającym go samochodem. To zmusiło go potem do wykonania awaryjnych
manewrów, które zakończyły się tragicznie.

Mercedes, chcąc uniknąć zderzenia z jadącym przed nim iveco, skręcił na lewy
pas jezdni, potem wjechał do zatoki autobusowej i znów wyjechał na lewy
pas. Tam doszło do zderzenia z jadącym z przeciwka tirem.

BĘDĄ KOLEJNI OSKARŻENI?

Oprócz więzienia, kierowca busa na sześć lat straci prawo jazdy, będzie też
musiał zapłacić symboliczne odszkodowania rodzinom ofiar - po pięć tysięcy
złotych - oraz rodzicom kilkorga rannych gimnazjalistów nawiązki - po dwa,
trzy tysiące złotych. Prawie na pewno rodzice gimnazjalistów będą dochodzić
odszkodowań od skazanego (gdy uprawomocni się wyrok) w postępowaniu na
drodze cywilnej.

Żaden z oskarżonych nie był wczoraj obecny w sądzie. Wyroku oraz jego
ustnego uzasadnienia wysłuchali ich adwokaci oraz członkowie rodziny
kierowcy busa.
- Naszym zdaniem, nie wszyscy, którzy doprowadzili do tej tragedii, stanęli
przed sądem - mówiła dziennikarzom Barbara Karaban, mama Ilony, która
zginęła w wypadku.

Rodzice bowiem na ławie oskarżonych zobaczyliby także między innymi
właściciela firmy przewozowej (w długą trasę pojechał tylko jeden
kierowca), nauczycielki - opiekunki dzieci (miały nie zwracać kierowcy
uwagi na brawurową jazdę), policjanta (badał stan techniczny busa przed
wycieczką, a opony były łyse), dyrektora szkoły (organizował wycieczkę).

- Pokrzywdzeni mają prawo zwrócić się do prokuratury. Niezależnie od tego,
sąd sam zasygnalizuje prokuraturze zbadanie, czy w tym przypadku nie doszło
do niedopełnienia obowiązków przez którąś z osób - wyjaśnia sędzia Zygmunt
Dudziński.

Wyrok jest nieprawomocny.

Marcin Radzimowski

  Policja rekwiruje kompy z nielegalna Winda ????
Policja o kontroli oprogramowania w domach

Nie prowadzimy żadnych zmasowanych działań, robimy to samo co od kilku lat - wyjaśnił rzecznik śląskiej policji kom. Grzegorz Olejniczak.

Odniósł się tym samym do informacji pojawiających się od pewnego czasu w internecie, że policja w poszukiwaniu pirackich oprogramowań zaczęła "wchodzić do prywatnych mieszkań".

"To czysta psychoza. Widocznie gdzieś po drodze policjanci trafili w czuły punkt albo w dobre miejsce" - podkreślił Olejniczak. Dodał, że ma to jednak swoje dobre strony, bowiem część posiadaczy komputerów zaczyna się obawiać konsekwencji i rezygnuje z nielegalnych programów.

Tydzień temu podczas obrad sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, w których uczestniczył m.in. komendant główny policji nadinsp. Leszek Szreder, posłowie z woj. lubuskiego powiedzieli, że docierają do nich "niepokojące informacje" o akcji policji w Gorzowie Wlkp., według których policjanci wchodzą do domów ludzi i sprawdzają ich komputery i dyskietki. Podobne informacje zamieszczały na stronach internetowych osoby ze Śląska.

Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Wiesław Ciepiela przyznał w rozmowie z PAP, że lubuska policja prowadzi kampanię antypiracką. Jej celem jest ustalenie i pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które czerpią korzyści z nielegalnego powielania i handlu oprogramowaniem komputerowym, filmami czy utworami muzycznymi.

"Poprzez dotarcie do osób, które mogą mieć nielegalne oprogramowanie, zbieramy dowody przeciwko tym, którzy je produkują i sprzedają na masową skalę, jednak do tej pory tylko kilkakrotnie skorzystaliśmy z możliwości ustalenia ich za pośrednictwem internetu i to w sprawach, które są już zamknięte"- powiedział Ciepiela.

W ostatnich tygodniach lubuska policja przeprowadziła 42 przeszukania w prywatnych mieszkaniach na terenie Zielonej Góry. Znalazła sprzęt i nielegalne oprogramowanie komputerowe. W wyniku akcji zarzuty posiadania i handlu nielegalnym oprogramowaniem, w tym wysoce specjalistycznym i bardzo drogim, przedstawiono 22 osobom. W przypadkach osób, które posiadały nielegalne oprogramowanie dla własnych potrzeb, sprawy karne były umarzane, a jedyną konsekwencją było skasowanie oprogramowania.

Także Olejniczak powiedział PAP, że w ostatnim czasie w regionie (na Śląsku) doszło do kilku dużych akcji przeciw piratom komputerowym, ale - jak podkreślił - głównym celem tych działań nigdy nie są zwykli posiadacze sprzętu komputerowego.

"Policjanci starają się docierać do osób, które zajmują się kopiowaniem i rozprowadzaniem nielegalnego oprogramowania. Główny nacisk kładziemy albo na jakieś firmy, albo na administratorów sieci internetowej. W mieszkaniu może się pojawić policja, ale to nie jest tak, jak piszą internauci, że policja chodzi od mieszkania do mieszkania i zabiera komputery"- zaznaczył.

Dodał, że w praktyce w mieszkaniach prywatnych policjanci pojawiają się tylko wówczas, gdy przeszukanie może pomóc w udowodnieniu przestępstwa hurtownikom.

"Funkcjonariusze wchodzący do domów muszą okazać nakaz sądu lub prokuratury, albo - w nagłych sytuacjach - legitymację służbową" - wyjaśniał, ostrzegając przed oszustami, którzy w takich sytuacjach mogą chcieć wykorzystać niewiedzę właścicieli komputerów i podawać się za policjantów. Zawsze można potwierdzić tożsamość policjanta, dzwoniąc do komendy policji - przypomniał.

Według policjantów, właściciele komputerów nie zawsze są świadomi, że posługują się pirackimi programami, dlatego też nie można ich z góry traktować jak przestępców. W przypadku, kiedy robią to świadomie, popełniają jednak przestępstwo paserstwa.

Jak poinformował PAP rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej Maciej Kujawski, za świadome posiadanie pirackiego oprogramowania i czerpanie z niego korzyści materialnych grozi do pięciu lat więzienia. Jeżeli dana osoba nie wiedziała, że kupiła tzw. pirata (oprogramowanie, filmy, muzyka - PAP) - do 2 lat więzienia. Osobom rozprowadzającym pirackie oprogramowania, nagrania (także w internecie) grozi do 3 lat więzienia.

Piractwo internetowe jest jednak zdaniem policji i prokuratury odrębnym problemem, trudniejszym do udowodnienia i zwalczania. Obecnie ze stron internetowych, głównie zagranicznych, ale też polskich, ściągnąć można praktycznie wszystko. Z technicznego, a często i prawnego punktu widzenia monitorowanie takich stron jest jednak skomplikowane.

O tym jak bardzo powszechne są przestępstwa związane ze sprzedażą nielegalnych gier komputerowych i oprogramowania świadczą statystyki Komendy Głównej Policji. W 2002 roku policjanci zabezpieczyli blisko 4 tys. dyskietek z pirackim oprogramowaniem wartości ponad 71 tys. zł, sprzęt do powielania pirackich programów i gier wartości ponad 2 mln 100 tys. zł. Zlikwidowali 237 nielegalnych punktów kopiowania programów i gier, 539 punktów sprzedaży pirackich programów i 257 punktów - pirackich gier komputerowych.


czyzby duzo sie wyjasnilo??
  Afera korupcyjna: Trzej uniewinnieni! Marcin G. skazany
Trochę pogrzebałem w archiwach, niżej efekty, w świetle których niech każdy trzeźwo i obiektywnie myślący, niech sam wyciągnie wnioski:

Komunikat z posiedzenia Głównej Komisji Sportu Żużlowego w dniu 16 października 2007 r.

Główna Komisja Sportu Żużlowego obradująca w dniu 16 października 2007 r. zapoznała się z informacjami prasowymi dotyczącymi podejrzeń o próbę dokonania przekupstwa zawodnika Stali Gorzów przed meczem DM I Ligi z KM Ostrów, który został rozegrany w dniu 30 września 2007 r. oraz zatrzymaniem przez Policję Marcina G., pracownika klubu Lecha K. i sponsora klubu Jana G.

Ponadto zapoznano się z wyjaśnieniem Klubu Motorowego Ostrów Wlkp. z dnia 5.10.2007 r.

Zgodnie z art. 303.1 pkt. 1), 317.1 Regulaminu Sportu Żużlowego Główna Komisja Sportu Żużlowego postanowiła o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec Klubu Motorowego Ostrów.

Klub Motorowy Ostrów został zobowiązany do złożenia w terminie do dnia 22.10.2007 r. do godz. 12.00 dodatkowych wyjaśnień w powyższej sprawie.

Po zapoznaniu się z wyjaśnieniami GKSŻ niezwłocznie wyda orzeczenie w/w sprawie.

Oświadczenie Jana Łyczywka z dnia 18.10 2007

W dniu 18 października 2007 roku w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim przedstawiono mi zarzut. Złożyłem na okoliczność tego zarzutu wyjaśnienia i po przesłuchaniu zostałem zwolniony. Postępowanie mające ustalić okoliczności sprawy trwa.

Mając powyższe na uwadze, dla czystości sprawy, w ciągu najbliższych kilku dni podam się do dymisji. Nie będę udzielał żadnych informacji na temat moich wyjaśnień jak i samego postępowania z uwagi na wiążącą mnie tajemnicę śledztwa.

Jan Łyczywek
Prezes Klubu Motorowego Ostrów

Oświadczenie GKSŻ z dn. 23.10.2008

Główna Komisja Sportu Żużlowego obradując na posiedzeniu w dniu 23 października 2007 r. w sprawie podejrzenia o próbę dokonania przekupstwa zawodnika Stali Gorzów przez między innymi Pana Lecha K. - pracownika KM Ostrów Wlkp. oraz Pana Jana Ł. – Prezesa KM Ostrów Wlkp., przed meczem DM I Ligi z KM Ostrów Wlkp. w dniu 30.09.2007 r., po zapoznaniu się z materiałami sprawy i dodatkowym wysłuchaniu przedstawicieli Klubu Motorowego Ostrów Wlkp., postanowiła:
- za podejmowanie niegodnych działań (przekupstwo lub jego próba),nałożyć na Pana Lecha K. karę zawieszenia na podstawie Regulaminu Sportu Żużlowego na 2007 r Przepisy Dyscyplinarne Sportu Żużlowego , Rozdział 4, Art. 310 pkt 2. Zawieszenie obowiązuje do momentu wydania wyroku przez Sąd, po którym GKSŻ rozpatrzy sprawę ponownie.
- za podejmowanie niegodnych działań (przekupstwo lub jego próba),nałożyć na Pana Jana Ł. karę zawieszenia na podstawie Regulaminu Sportu Żużlowego na 2007 r Przepisy Dyscyplinarne Sportu Żużlowego , Rozdział 4, Art. 310 pkt 2. Zawieszenie obowiązuje do momentu wydania wyroku przez Sąd, po którym GKSŻ rozpatrzy sprawę ponownie.

Jednocześnie mając na względzie wyjątkowo naganny czyn, jakim jest podejmowanie niegodnych działań przekupstwa, co jest sprzeczne z zasadami uczciwej rywalizacji sportowej wg idei fair play, postanowiono wystąpić z wnioskiem do Zarządu Głównego Polskiego Związku Motorowego o: - dopuszczenie KM Ostrów Wlkp. do rozgrywek o DM I Ligi w sezonie 2008 z minus sześcioma punktami meczowymi na początku rozgrywek,
- nałożenie na KM Ostrów Wlkp. kary finansowej w wysokości 200.000 zł

Główna Komisja Sportu Żużlowego
Warszawa, 23.10.2007 r

Decyzja PZM

W sobotę Zarząd Główny Polskiego Związku Motorowego podjął decyzje na mocy której drużyna Intaru Lazur Ostrów wystartuje w sezonie 2008 w Drużynowych Mistrzostwach 1 Ligi. Ostrowski klub został ukarany za udział w tzw. "aferze korupcyjnej" karą finansową w wysokości 400.000 zł oraz odjęciem 7 punktów meczowych na starcie przyszłorocznych rozgrywek.

Przypomnijmy iż w ubiegłym tygodniu prezes PZM Andrzej Witkowski zaproponował aby ostrowski klub złożył wniosek o zadośćuczynienie w wysokości 400.000 zł i odjęcie 10 punktów na starcie DM 1 ligi w sezonie 2008. W przeciwnym razie sprawa miała trafić do Trybunału PZM, który mógł ostrowski klub zawiesić lub wykluczyć ze struktur PZM. Ostrowskim działaczom dano czas do 16 listopada na ustosunkowanie się do tej propozycji.

Władze Klubu Motorowego Ostrów chcąc ratować żużel w Ostrowie na wysokim poziomie złożyły do PZM propozycję zadośćuczynienia w wysokości 400.000 zł i odjęcie 7 punktów meczowych na starcie DM 1 ligi w sezonie 2008. Zarząd Główny Polskiego Związku Motorowego w dniu wczorajszym propozycję tę zaakceptował.

Tym samym działacze Klubu Motorowego Ostrów mogą już w spokoju kontynuować budowanie kadry zespołu, który w przyszłym roku będzie rywalizował w dalszym ciągu na torach pierwszoligowych.

Jak się ma do tych faktów oświadczenia które wydał GKSŻ???

Wszystkie archiwalne informacje za www.km.osw.pl
  Kończy się śledztwo w sprawie Wachowskiego
Kończy się śledztwo w sprawie Wachowskiego
reg 06-12-2007, ostatnia aktualizacja 06-12-2007 16:57
rp.pl

Dobiega końca łódzkie śledztwo przeciwko b. szefowi gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy, Mieczysławowi Wachowskiemu. Jest on podejrzany m.in. o oszustwo i ukrywanie dokumentów.

Akt oskarżenia w tej sprawie ma trafić do sądu w drugiej połowie grudnia - poinformował w czwartek PAP prok. Wojciech Górski z łódzkiego wydziału Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej.

Wachowski jest podejrzany o usiłowanie wyłudzenia dwóch milionów zł od biznesmena irackiego pochodzenia, w zamian za pomoc w zwolnieniu go z aresztu, próbę oszukania na milion złotych podłódzkich biznesmenów i ukrywanie tajnych dokumentów. B. minister nie przyznaje się do zarzucanych czynów. Po miesiącu spędzonym w areszcie, w lutym tego roku, wyszedł za kaucją w wysokości 200 tys. zł. Grozi mu kara do 10 lat więzienia.

Wachowski został zatrzymany w styczniu przez funkcjonariuszy ABW w związku ze śledztwem łódzkiej prokuratury apelacyjnej, w sprawie przyjmowania korzyści majątkowych oraz powoływania się na wpływy. Zostało ono wszczęte cztery lata temu po doniesieniu braci G., biznesmenów z podłódzkiego Rzgowa. Wachowski już drugi raz był zatrzymany w tej sprawie; we wrześniu 2005 roku zarzucono mu płatną protekcję i ukrywanie dokumentów.

Według śledczych, w okresie od sierpnia 2002 roku do kwietnia 2003 roku Wachowski usiłował wyłudzić od przedsiębiorców zajmujących się handlem zbożem dwa miliony zł - następnie suma ta zmalała do 1,5 mln zł. W zamian za pieniądze Wachowski miał - wprowadzając przedsiębiorców w błąd - obiecać im załatwienie uchylenia aresztu zastosowanego wobec biznesmena irackiego pochodzenia przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie Wlkp. Według śledczych, w konsekwencji wyłudził od brata osadzonego 15 tys. zł.

Łódzka prokuratura zmieniła również podejrzanemu zarzut przedstawiony już w 2005 roku w sprawie braci G. - z płatnej protekcji na usiłowanie popełnienia oszustwa. Według prokuratury, Wachowski żądał od braci G. zapłaty miliona złotych w zamian za obietnicę załatwienia im zalegalizowania hal targowych oraz zmianę przeznaczenia terenów pod jednym z tych obiektów - z terenów przeznaczonych na budownictwo mieszkaniowe na działalność usługową.

B. ministrowi postawiono już w 2005 roku także zarzut ukrycia w miejscu zamieszkania dokumentów m.in. tajnych, którymi nie miał prawa rozporządzać. Prokuratura informowała wówczas, iż chodzi m.in. o kilkadziesiąt dokumentów, w tym z afery FOZZ, oraz niesprecyzowane "rozporządzenie prezydenta Lecha Wałęsy". Trzy dokumenty opatrzone były klauzulą "tajne", jeden - klauzulą "poufne". Także podczas styczniowego zatrzymania - według śledczych - w mieszkaniu Wachowskiego znaleziono dokumenty oznaczone klauzulą tajności, których nie powinien był posiadać.

Odnosząc się do zarzutów prokuratury dotyczących próby wyłudzenia pieniędzy, Wachowski po wyjściu z aresztu mówił dziennikarzom, że są to oszczerstwa i pomówienia, a dzisiaj "pomówić można każdego". W sprawie zarzutu ukrywania tajnych dokumentów powiedział, że są to "jakieś stare śmieci, szpargały, które przywieziono mu do domu po czasach urzędowania z Lechem Wałęsą".
Źródło : PAP
  Odpowie za 52 napady, zanim wydadzą go Niemcom
Czwartek, 27 grudnia 2007

Odpowie za 52 napady, zanim wydadzą go Niemcom
PAP 18:45

Poszukiwany przez prokuraturę w Niemczech w związku z 52 napadami Krzysztof S. będzie przed wydaniem stronie niemieckiej sądzony w Polsce za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą w charakterze zbrojnym.

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Słupsku Beata Szafrańska, akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi S. został już przesłany do sądu.

Oprócz Krzysztofa S., oskarżenie obejmuje trzy osoby, którym zarzucamy udział w zorganizowanej grupie przestępczej i nielegalne posiadanie broni - powiedziała Szafrańska.

36-letniego Krzysztofa S., jego dwóch siostrzeńców, 22-letniego Kamila M. i 24-letniego Radosława M., oraz narzeczoną 34-letnią Ewę L. policjanci zatrzymali w styczniu w Rzepnicy k. Bytowa (Pomorskie).

Według śledczych, S. ukrywał się tam od kwietnia 2006 r. po rozbiciu przez niemiecką policję jego grupy - której zarzuca się zrabowanie ponad 3 mln euro w czasie 52 napadów na banki, punkty kasowe i jubilerów - oraz przygotowywał się do nowych napadów, gromadząc broń i materiały wybuchowe.

W zajmowanym przez zatrzymaną czwórkę jednorodzinnym domu policyjni antyterroryści znaleźli m.in. kilka pistoletów maszynowych, karabinek Stevens, pistolet Makarow, rewolwer Magnum, 521 sztuk ostrej amunicji, 3 granaty dymne, trotyl i lont.

W willi były również maszyny i urządzenia służące do przerabiania broni i amunicji gazowej na ostrą.

W śledztwie Krzysztof S. częściowo przyznał się zarzutów. Potwierdził, że posiadał nielegalną broń i ją przerabiał, zaprzeczył jednak, jakoby kierował zorganizowaną grupą przestępczą; wyjaśniał, że pozostali zatrzymani nie mieli z jego działalnością nic wspólnego - powiedziała prokurator Szafrańska.
Bracia M. i Ewa L. nie przyznali się ani do udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, ani nielegalnego posiadania broni.

Za kierowanie gangiem S. grozi do 10 lat więzienia. Pozostałym osobom za udział w gangu grozi do 8 lat więzienia.

Krzysztof S. i Kamil M. przebywają w tymczasowym areszcie. Radosław M. i Ewa L. zostali z niego zwolnieni we wrześniu za poręczeniami majątkowymi. Prokuratura zastosowała wobec nich również dozór policji i zakaz opuszczania kraju.

Wszyscy oskarżeni są mieszkańcami woj. lubuskiego. Oprócz Krzysztofa S. nie byli dotychczas karani.

W akcie oskarżenia prokuratura zarzuciła S. również udział w innej grupie przestępczej, która w latach 1997-1999 specjalizowała się w kradzieżach dostawczych samochodów na terenie Niemiec. Pojazdy te były sprowadzane do Polski na podstawie fałszywych dokumentów i sprzedawane. S. postawiono zarzuty w związku ze sprzedażą czterech aut. Śledztwo w tej sprawie prowadziła prokuratura z Gorzowa Wielkopolskiego (Lubuskie), jednak wobec zatrzymania podejrzanego na Pomorzu w marcu br. przekazała swoje materiały śledczym ze Słupska.

Wydane przez dwie niemieckie prokuratury Europejskie Nakazy Aresztowania wobec Krzysztofa S. sąd w Słupsku rozpatrzył w czerwcu. Uznał wówczas, że mężczyzna zostanie wydany Niemcom po zakończeniu wszystkich postępowań w Polsce. (ap)
  Rodzina zastępcza

Zastępcza matka zaniedbała córkę. Doszło do tragedii.

Wiktoria (6 l.) umarła na zapalenie wyrostka. Nikt nie wezwał do niej karetki.

Wyglądała jak aniołek. Jasne loczki, duże niebieskie oczy. Radosny uśmiech. Teraz aniołek leży w sosnowej trumnie. Pękł jej wyrostek. Nie wezwano lekarza, choć bolał ją brzuch i wymiotowała.

Dopiero tragiczna śmierć ujawniła, że dziewczynkę, która w rodzinie biologicznej przeszła prawdziwe piekło, powierzono ludziom, do których trafić nie powinna.

Opiekuna 6-letniej Wiktorii Marka G. (34 l.) aresztowano. Prokuratura zarzuca mu, że nie wezwał lekarza do ciężko chorego dziecka i półtora roku znęcał się nad dziewczynką psychicznie i fizycznie.
Bił dziecko pięścią

Małgorzata Czaplewska-Pacała, zastępca prokuratora rejonowego w Strzelcach Krajeńskich: - Marek G. zeznał, że przed śmiercią Wiktorii wpadł w furię. Dziewczynka ze strachu załatwiła się w majtki. Wtedy uderzył ją pięścią w brzuch, a później kazał się jej umyć i posprzątać po sobie. Obciążające zeznania, o tym, co się działo w tej rodzinie, złożyła też opiekunka, która pracowała w tym domu.

Marek G. nie wykazuje skruchy.

- To dziecko miało koszmarne dzieciństwo w biologicznej rodzinie. W tej zastępczej, niestety, też nie zaznało szczęścia - stwierdza prokurator Czaplewska-Pacała.
Była brudna, głodna

Wiktorię znaleziono 2 lata temu na ulicy w Zielonej Górze. Miała 4 lata, była głodna, brudna i całkiem sama. Nie umiała mówić. Z pojedynczych słów wywnioskowano, że ma na imię Wiktoria. Policja odnalazła mamę dziewczynki. Nie oddano jej jednak dziecka, a malutka trafiła do pogotowia rodzinnego.

- Wzięła mnie za rękę i poszła do samochodu. Nie bała się, nie płakała. Nigdy nie wspomniała, że chciałaby wrócić do mamy, że tęskni. Czasami wdrapywała mi się na kolana i mówiła, że ciągle była głodna. Jak była burza, to ze strachu uciekała z domu - mówi Irena Godek, kobieta, u której Wiktoria mieszkała przez osiem miesięcy.
Spragniona miłości

U Ireny i Tadeusza Godków mieszka zawsze kilkoro dzieci. Mówią, że Wiktoria nie była trudniejsza od innych, skrzywdzonych przez biologicznych rodziców, maluchów. Potrzebowała tylko miłości, cierpliwości, uwagi.

Z tego domu zabrali ją Renata (43 l.) i Marek G. Mamą zastępczą Wiktorii została osoba, której syn Rafał zamordował kilka lat wcześniej kobietę. W areszcie popełnił samobójstwo.

- Planowali z kolegą Emilem to morderstwo dwa miesiące. Przygotowali nawet grób. Emil chciał zamordować swoją matkę, ojca, siostrę, żeby przejąć majątek. Zaczął od matki. Pierwszy cios siekierą w głowę zadał Rafał, dokończył Emil. Na szczęście Rafał przekonał przyjaciela, żeby darować życie pozostałej dwójce - mówi Marek Rafalski z Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim.
My im dziecka nie daliśmy

Historia takiej rodziny nie wzbudziła jednak podejrzeń ośrodków adopcyjno-wychowawczych. Dlaczego?

- Nie daliśmy G. dziecka, bo zapaliła mi się czerwona lampka. Nic więcej jednak nie powiem - tłumaczy Jolanta Kwiatkowska, dyrektor Ośrodka Adopcyjno-Wychowawczego w Gorzowie Wielkopolskim.

Gdy w Gorzowie odmówiono G. dziecka, złożyli wniosek o adopcję w odległej o 120 kilometrów Zielonej Górze.

- Przyszli z dokumentami, z których wynikało, że spełniają warunki jako rodzina zastępcza. To była formalność - tłumaczy się Wanda Boczek, dyrektor Ośrodka Adopcyjno-Wychowawczego w Zielonej Górze.

Rodzina G. ma też adoptowanego 3-letniego Kacpra. Nawet prokuratorzy mówią, że dziecko jest traktowane dobrze...
Im nie powinno się powierzyć dziecka

Mirosława Kątna, psycholog, szefowa Komitetu Ochrony Praw Dziecka:

- Morderstwo, jakiego dokonał biologiczny syn tej pani, dyskwalifikuje ją jako rodzinę adopcyjną, zastępczą. Jaka jest gwarancja, że wychowają obce dziecko, skoro nie potrafili własnego. Odpowiedzialność za to, że dostali na wychowanie Wiktorię, ponoszą obydwa ośrodki adopcyjne. Pierwszy za to, że nie napisał wprost, dlaczego odmawia przyznania tej rodzinie dzieci, drugi, bo dziewczynkę potraktowano jak towar. Zgłosili się ludzie z wymaganymi dokumentami, więc dostali dziecko. To my dorośli skazaliśmy Wiktorię, my ponosimy odpowiedzialność za jej śmierć.



Wiktoria


I jej adopcyjna mama ...Renata G. mówi, że musiała karcić Wiktorię, żeby dziecko wyrosło na ludzi...
  1
Nie będzie śledztwa w sprawie zatrzymania o. Rydzyka

Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie nakazu zatrzymania i doprowadzenia w charakterze podejrzanego o. Tadeusza Rydzyka, wydanego w 1997 r. przez prokuraturę w Toruniu. Domagali się tego liderzy LPR.

Poinformował o tym rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Dariusz Domarecki.

"Po przeprowadzeniu postępowania sprawdzającego w tej sprawie prokurator nie doszukał się w postępowaniu toruńskich prokuratorów znamion przestępstwa. Uznał, że wykonywali oni czynności zgodnie z obowiązującymi procedurami, stąd decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie" - powiedział rzecznik. Jak wyjaśnił, analiza zebranych materiałów wykazuje, że działania podjęte przez prokuratorów w 1997 roku były zgodne z prawem.

O. Rydzyk sześciokrotnie był wzywany w charakterze podejrzanego w normalnym trybie, listem poleconym oraz wezwaniami, które miała doręczyć mu policja. Okazało się to nieskuteczne, jednak, według prokuratury, co najmniej o dwóch takich zawiadomieniach duchowny wiedział.

"Dopiero potem prokuratorzy zdecydowali się na wydanie zarządzenia o zatrzymaniu o. Rydzyka i przymusowym doprowadzeniu do prokuratury. Takie rozwiązanie przewiduje kodeks postępowania karnego" - dodał rzecznik.

Prokuratura w Gorzowie badała sprawę nakazu zatrzymania dyrektora Radia Maryja o. Rydzyka na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie. Jak dodał rzecznik, decyzja nie jest prawomocna. Pokrzywdzonemu przysługuje prawo złożenia zażalenia w terminie siedmiu dni po doręczeniu jej odpisu.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wnieśli w grudniu zeszłego roku Roman Giertych i Marek Kotlinowski (LPR). Dotyczyło ono okoliczności wydania w 1997 r. przez Prokuraturę Okręgową w Toruniu zarządzenia o przymusowym doprowadzeniu duchownego do tamtejszej prokuratury w charakterze podejrzanego.

Prokuratura - na wniosek posłów SLD - wszczęła wtedy śledztwo, ponieważ o. Rydzyk na antenie Radia Maryja miał powiedzieć: "Posłom, którzy głosowali nad zliberalizowaniem ustawy antyaborcyjnej, powinno się ogolić głowy, jak golono kobietom współżyjącym z hitlerowcami w czasie wojny".

Prokuratura wydała ten nakaz, ponieważ zakonnik nie reagował na wcześniejsze wezwania. Prokuratorzy chcieli go przesłuchać jako podejrzanego o znieważenie funkcjonariuszy państwowych na antenie radia i nawoływanie do naruszenia nietykalności.

Do zatrzymania jednak nie doszło, a o. Rydzyk dobrowolnie stawił się na przesłuchanie. Sprawę umorzono w lutym 1998 r., wobec uznania, że "czyn zarzucany o. Rydzykowi nie stanowi przestępstwa, bowiem jego społeczne niebezpieczeństwo jest znikome".

Politycy Ligi, którzy byli obrońcami o. Rydzyka (Kotlinowski był jego adwokatem, Giertych był wówczas na aplikacji), są zdania, że nakaz zatrzymania oraz kwalifikacja czynu - zniesławienie Sejmu - miały doprowadzić do odebrania koncesji Radiu Maryja i zamknięcia rozgłośni. Uważają, że decyzja prokuratury była bezprawna.

Na początku grudnia ubiegłego roku Giertych mówił, że "domaga się od ministra sprawiedliwości wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej sprawy: kto był inicjatorem politycznym, kto był wówczas decydentem w prokuraturze, jakie działania zostały podjęte".

Źródło: www.onet.pl

nie wiem czy smiać się czy płakac...
  Naloty POLICJI na prywatne KOMPY !!!


Wiecie coś wiecej o nalotach policji na prywatne domu i mieszkania w celu


http://info.onet.pl/837082,18,item.html

Policja o kontroli oprogramowania w domach

     Nie prowadzimy żadnych zmasowanych działań, robimy to samo co od kilku
lat - wyjaśnił rzecznik śląskiej policji kom. Grzegorz Olejniczak.

      Odniósł się tym samym do informacji pojawiających się od pewnego czasu
w internecie, że policja w poszukiwaniu pirackich oprogramowań zaczęła
"wchodzić do prywatnych mieszkań".

      "To czysta psychoza. Widocznie gdzieś po drodze policjanci trafili w
czuły punkt albo w dobre miejsce" - podkreślił Olejniczak. Dodał, że ma to
jednak swoje dobre strony, bowiem część posiadaczy komputerów zaczyna się
obawiać konsekwencji i rezygnuje z nielegalnych programów.

      Tydzień temu podczas obrad sejmowej Komisji Administracji i Spraw
Wewnętrznych, w których uczestniczył m.in. komendant główny policji nadinsp.
Leszek Szreder, posłowie z woj. lubuskiego powiedzieli, że docierają do nich
"niepokojące informacje" o akcji policji w Gorzowie Wlkp., według których
policjanci wchodzą do domów ludzi i sprawdzają ich komputery i dyskietki.
Podobne informacje zamieszczały na stronach internetowych osoby ze Śląska.

      Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Wiesław
Ciepiela przyznał w rozmowie z PAP, że lubuska policja prowadzi kampanię
antypiracką. Jej celem jest ustalenie i pociągnięcie do odpowiedzialności
osób, które czerpią korzyści z nielegalnego powielania i handlu
oprogramowaniem komputerowym, filmami czy utworami muzycznymi.

      "Poprzez dotarcie do osób, które mogą mieć nielegalne oprogramowanie,
zbieramy dowody przeciwko tym, którzy je produkują i sprzedają na masową
skalę, jednak do tej pory tylko kilkakrotnie skorzystaliśmy z możliwości
ustalenia ich za pośrednictwem internetu i to w sprawach, które są już
zamknięte"- powiedział Ciepiela.

      W ostatnich tygodniach lubuska policja przeprowadziła 42 przeszukania
w prywatnych mieszkaniach na terenie Zielonej Góry. Znalazła sprzęt i
nielegalne oprogramowanie komputerowe. W wyniku akcji zarzuty posiadania i
handlu nielegalnym oprogramowaniem, w tym wysoce specjalistycznym i bardzo
drogim, przedstawiono 22 osobom. W przypadkach osób, które posiadały
nielegalne oprogramowanie dla własnych potrzeb, sprawy karne były umarzane,
a jedyną konsekwencją było skasowanie oprogramowania.

      Także Olejniczak powiedział PAP, że w ostatnim czasie w regionie (na
Śląsku) doszło do kilku dużych akcji przeciw piratom komputerowym, ale - jak
podkreślił - głównym celem tych działań nigdy nie są zwykli posiadacze
sprzętu komputerowego.

      "Policjanci starają się docierać do osób, które zajmują się
kopiowaniem i rozprowadzaniem nielegalnego oprogramowania. Główny nacisk
kładziemy albo na jakieś firmy, albo na administratorów sieci internetowej.
W mieszkaniu może się pojawić policja, ale to nie jest tak, jak piszą
internauci, że policja chodzi od mieszkania do mieszkania i zabiera
komputery"- zaznaczył.

      Dodał, że w praktyce w mieszkaniach prywatnych policjanci pojawiają
się tylko wówczas, gdy przeszukanie może pomóc w udowodnieniu przestępstwa
hurtownikom.

      "Funkcjonariusze wchodzący do domów muszą okazać nakaz sądu lub
prokuratury, albo - w nagłych sytuacjach - legitymację służbową" -
wyjaśniał, ostrzegając przed oszustami, którzy w takich sytuacjach mogą
chcieć wykorzystać niewiedzę właścicieli komputerów i podawać się za
policjantów. Zawsze można potwierdzić tożsamość policjanta, dzwoniąc do
komendy policji - przypomniał.

      Według policjantów, właściciele komputerów nie zawsze są świadomi, że
posługują się pirackimi programami, dlatego też nie można ich z góry
traktować jak przestępców. W przypadku, kiedy robią to świadomie, popełniają
jednak przestępstwo paserstwa.

      Jak poinformował PAP rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej
Maciej Kujawski, za świadome posiadanie pirackiego oprogramowania i
czerpanie z niego korzyści materialnych grozi do pięciu lat więzienia.
Jeżeli dana osoba nie wiedziała, że kupiła tzw. pirata (oprogramowanie,
filmy, muzyka - PAP) - do 2 lat więzienia. Osobom rozprowadzającym pirackie
oprogramowania, nagrania (także w internecie) grozi do 3 lat więzienia.

      Piractwo internetowe jest jednak zdaniem policji i prokuratury
odrębnym problemem, trudniejszym do udowodnienia i zwalczania. Obecnie ze
stron internetowych, głównie zagranicznych, ale też polskich, ściągnąć można
praktycznie wszystko. Z technicznego, a często i prawnego punktu widzenia
monitorowanie takich stron jest jednak skomplikowane.

      O tym jak bardzo powszechne są przestępstwa związane ze sprzedażą
nielegalnych gier komputerowych i oprogramowania świadczą statystyki Komendy
Głównej Policji. W 2002 roku policjanci zabezpieczyli blisko 4 tys.
dyskietek z pirackim oprogramowaniem wartości ponad 71 tys. zł, sprzęt do
powielania pirackich programów i gier wartości ponad 2 mln 100 tys. zł.
Zlikwidowali 237 nielegalnych punktów kopiowania programów i gier, 539
punktów sprzedaży pirackich programów i 257 punktów - pirackich gier
komputerowych.

begin 666 0.gif
K1TE&.#EA`0`!`(#_`,# P ```"'Y! $`````+ `````!``$`0 ("1 $`.P``
`
end

  Klimakterium w Warszawie

Jeśli podasz mi przynajmniej 3 sensowne powody, dlaczego PiS to banda
nieudaczników z manią prześladowczą to gotów jestem uwierzyć, że potrafisz
wyciągnąć wnioski, a nie tylko bezmyślnie je powtarzać.


MIŁEJ LEKTURY

1. Polityka zagraniczna
a)Rosja
Komentarz tuż po wyborach prezydenckich w rosyjskich niezależnych mediach
"Kaczyński (...) bardzo nie lubi współczesnej Rosji. Przed wyborami postawił
on znak równości między Rosjanami i Hitlerowcami". Efekt - ostre napięcia w
stosunkach z Rosją (z Niemcami też, nota bene), na czym tracą polscy
producenci żywności.
b) Niemcy
Dla znających język: (Frankfurter Allgemeine Zeitung)
"Kaczyński (...) Der bisherige BĂźrgermeister von Warschau, der im Wahlkampf
die antideutsche Karte ausgespielt hatte, schlug nach seinem Triumph
versĂśhnlichere TĂśne an: "Ich bin voll guten Willens bezĂźglich der
polnisch-deutschen Beziehungen."
c) Watykan
Jarosław Kaczyński nie tylko przekonywał Benedykta XVI do zachowania tytułu
prymasa w Warszawie, ale sugerował też rozwiązania personalne (...) z
naszych nieoficjalnych informacji wynika, że premier próbował wpłynąć na
nominację następcy kardynała Glempa. - Coś musiało zajść na linii premier -
Watykan - mówi
anonimowo duchowny. - Efekt jest taki, że w Watykanie pozostało bardzo złe
wrażenie

2. Kultura wypowiedzi
a) Marcinkiewicz: "Nikt, nawet Jan Rokita, nie zdejmie ze mnie tej
odpowiedzialności. Wara od służb"
b) "Ci, którzy sprawę nagrania negocjacji z posłanką Samoobrony porównują do
afery Rywina, są bezczelnymi hipokrytami i skończonymi łobuzami. "
c) "Pamiętam, kto był wtedy po której stronie. My jesteśmy tu gdzie wtedy,
oni tam, gdzie stało ZOMO"  - premier Kaczyński

3. Dotrzymywanie słowa
a) Kaczyński: "Nie złożyłem w trakcie kampanii żadnej obietnicy, która
byłaby
niewykonalna"
A padały takie kwiatki jak 3 mln mieszkań, usunięcie Balcerowicza z NBP
oraz wprowadzenie kary śmierci
b) PiS pogrzebał projekt dwóch progów podatkowych
Posłowie koalicyjni zgodnie wycofali się w środę ze swoich sztandarowych
obietnic podatkowych. PiS zagłosowało przeciwko stawkom 18 i 32 proc.,
Samoobrona zrezygnowała z podwyżki kwoty dochodu wolnego od podatku, a LPR -
z podatkowego ilorazu rodzinnego.
(..)
- Apeluję do koleżanek i kolegów z PiS, by zagłosowali za naszą poprawką
wprowadzającą dwie stawki PIT - 18 i 32 proc. - od przyszłego roku. Jest tam
także ulga prorodzinna na wszystkie dzieci - zachęcał Zbigniew Chlebowski z
PO. - Właśnie te rozwiązania zapowiadaliście i publicznie obiecywaliście w
kampanii wyborczej. Sytuacja gospodarcza pozwala na spełnienie tych
obietnic.
Ale PiS, wsparty przez LPR i Samoobronę, zagłosował przeciw. - Jesteśmy w
szoku, że nie poparliście swoich dwóch stawek - komentował Chlebowski.

4. Nagrody państwowe
a) Szczeciński Komitet SOS dla Radia Maryja zaapelował do najwyższych władz
w państwie o nadanie dyrektorowi rozgłośni o. Tadeuszowi Rydzykowi
najwyższego polskiego odznaczenia - Orderu Orła Białego. W tym roku mija 14.
rocznica powstania radia.
b) Prezydent Lech Kaczyński odznaczył generała Wojciecha Jaruzelskiego
Krzyżem Zesłańców Sybiru. Ujawniła to telewizja TVN w wieczornym programie
"Teraz my". Postanowienie w tej sprawie zostało podpisane 23 lutego.

5. Stosunek do mediów
a) Tomasz Markowski, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS:
- Myśmy nigdy jako ta prawica inwigilowana czy prawica nazywana oszołomami
nie mieli żadnego realnego wpływu na media publiczne. Teraz chcemy go mieć
mimo tego, że będzie krzyk i hałas się podnosił, rwetes i lament. Chcemy
rzeczywiście mieć bardzo silny wpływ na media (...). Bierzemy pełną
odpowiedzialność za to, żeby media funkcjonowały w sposób obiektywny.
Spodziewam się krzyku, ale biorę za to pełną odpowiedzialność.
Dalej poseł sugerował, że przeciwko planowanemu przez PiS upolitycznieniu
mediów protestować będą ci dziennikarze, którzy współpracowali ze służbami
specjalnymi.(...)

polskich wojsk w Iraku była stronnicza, emocjonalna i agresywna w stosunku
do gabinetu Kazimierza Marcinkiewicza. - Obowiązkiem TVP nie jest afirmacja

TVP Jan Dworak
c) Poseł PiS ma zakaz rozmów z dziennikarzami
Za wypowiadanie kontrowersyjnych opinii, niekonsultowanych z władzami klubu
parlamentarnego PiS poseł Antoni Mężydło, twórca ustawy medialnej, dostał
pisemny zakaz rozmów z dziennikarzami. Zakaz ignoruje. Grozi mu usunięcie z
partii.
Pierwszy zakaz - to kara za krytykowanie posła Tomasza Markowskiego, który
przyznał, że jego partia "chce mieć duży wpływ na publiczne media".
d) Z 90 tys. egzemplarzy miesięcznika "Sukces" została wycięta nożykiem do
tapet jedna strona - ta z felietonem pisarki Manueli Gretkowskiej. Według
naszych informacji poszło o następujący fragment: "Jeśli pisarz brzydko
kłamie, rozczarowani czytelnicy mogą go ukarać, nie czytając i nie kupując
jego książek. Polityk ciskający wyborcze iluzje, łgający podczas kadencji
jest oszustem. Czy równie bezkarnym co artysta? Tu nie chodzi o rymy i
metafory, ale o decyzje, którym będziemy się musieli podporządkować. Po
wyborach nie mamy już żadnego wyboru. Ani żadnej kary". Kamińska zareagowała

kierowali się bracia Kaczyńscy, zamieniając Lubelską na Gilowską? Poglądy
obu pań są zbyt od siebie różne, by mówić o korekcie politycznej. Łączy je
tylko płeć. Dlatego psychoanalityk przypomniałby zapewne dzieciństwo
Kaczyńskich. Finansami ich domu zarządzała owdowiała matka. Bracia przywykli
więc do silnej ręki kobiety zajmującej się domem".

6. Prawi i sprawiedliwi oraz bardziej prawi i bardziej sprawiedliwi
a) Przez dwa kilometry ciągnie się ulicami Krakowa żółta powyginana rura
przytwierdzona taśmą klejącą do płotów, szop i słupów elektrycznych. Płynął
nią gaz. Rurę powiesiła gazownia po interwencji ministra Wassermanna, który
ma dom na niedogrzanym osiedlu
b) "Rzeczpospolita": Przeciwko przewodniczącemu bankowej komisji śledczej,
posłowi PiS Arturowi Zawiszy, toczy się sprawa o pobicie. Do incydentu
doszło przed 4 laty na przejściu granicznym w Łysej Polanie.
c) Premier Kazimierz Marcinkiewicz powiedział, że ma pełne zaufanie do
ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, co do tego, iż sprawę teczki
prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego trzeba zbadać.
"Mam zaufanie do Jarosława Kaczyńskiego, który ogłosił, że swoją teczkę
pokaże. Mam pełne zaufanie do ministra Ziobro, co do tego, że sprawę trzeba
zbadać" - powiedział w czwartek dziennikarzom w Sejmie szef rządu.
W środę minister sprawiedliwości ocenił, że istnieją istotne przesłanki
mogące świadczyć o tym, iż teczka Jarosława Kaczyńskiego została
sfałszowana. Według Ziobry, w tej sprawie powinno być wszczęte postępowanie.

7. Stabilizacja i walka z układem
a) Marszałek Sejmu powinien ukarać dziennikarzy, którzy protestowali przeciw
faworyzowaniu mediów ojca Rydzyka - grozi Jarosław Kaczyński. Czy będzie ich
także karcił Narodowy Ośrodek Monitorowania Mediów?(...)
Nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej zaczął od
usprawiedliwienia: - Ojciec dyrektor starał się ułatwić porozumienie, nie
sądziłem, że parafowanie paktu w obecności jego mediów będzie komukolwiek
przeszkadzało.
Ale zaraz przeszedł do kontrataku: - Reakcja dziennikarzy była grubo
przesadzona. Te okrzyki, gwizdy, krzyczenie "hańba" to przekroczenie reguł,
które powinny obowiązywać w Sejmie.
Prezes PiS zapowiedział "wyciągnięcie konsekwencji". Jak ukarać
dziennikarzy, zdecyduje marszałek Sejmu Marek Jurek. Nie dowiedzieliśmy się,
co im grozi, bo marszałek wyjechał do Pragi.
b) Gosiewski nadal węszy spisek, tym razem do układu należy także.... LEPPER
:))))))) Minister w Kancelarii Premiera Przemysław Gosiewski ocenił, że
sprawa nagrań tajnych rozmów Lipiński-Beger to "kolejna próba obrony
układu". Według niego, "to wszystko jest bardzo niebezpieczne dla układu,
znaleźli się w parlamencie obrońcy tego układu - Donald Tusk, Wojciech
Olejniczak i Andrzej Lepper".

8. Kolesiostwo
a) Starszy brat premiera Kazimierza Marcinkiewicza Mirosław został
dyrektorem I Oddziału Banku PKO BP w Gorzowie, największej placówki tego
banku w mieście.
(...)Najstarszy z trójki braci Marcinkiewiczów przed laty działał w ZChN, w
latach 1990-99 był dyrektorem w Urzędzie Wojewódzkim w Gorzowie. Zwolnił go
ówczesny wojewoda lubuski Jan Majchrowski (AWS). Podejrzewano - pisze
gazeta - że Mirosław był zaangażowany w niezgodną z prawem próbę przekazania
w prywatne ręce wartej 2 mln zł stacji ornitologicznej.Kazimierz
Marcinkiewicz, wtedy już szef doradców premiera Jerzego Buzka, ostro
zaatakował Majchrowskiego. Miejscowy ZChN zarzucił wojewodzie arogancję i
zwalczanie ludzi ze środowisk narodowo- katolickich. To wtedy Majchrowski
nazwał Marcinkiewicza "człowiekiem o mentalności Krzyżaka".
b) Śmiertelna ofiara czystek PiS
Wojciech Różycki, zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie, dowiedział
się, że będzie odwołany w dniu imienin, zaraz po tym jak szef złożył mu
życzenia. Anna Urnik, prokurator okręgowa w Tarnobrzegu (to tutaj rozwikłano
słynna sprawę Laboratorium Frakcjonowania Osocza), kierowała prokuraturą
przez szesnaście lat.. Została odwołana bez uprzedzenia, nie pozwolono jej
podziękować zespołowi, którym kierowała. Józef Pałka, prokurator rejonowy ...

więcej »

 



Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów Warszawa
Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa
Prokuratorzy Międzynarodowego Trybunału Karnego
prokurator rejonowy w Legnicy
Prokuratorzy generalni Australii
Prokuratorzy generalni dla Irlandii
Prokuratorzy generalni PRL
Prokuratura Apelacyjna Katowice
prokuratura apelacyjna katowice prokuratura apelacyjna katowice
Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku
Prokuratura Apelacyjna w Rzeszowie
Prokuratura Rejonowa Bielsku
Prokuratura Rejonowa Gliwice
prokuratura rejonowa opole
Prokuratura Rejonowa Praga
  • jak narysowac drzewo geneal
  • autostrada przez moj nowo budowany dom 40
  • v2 modele
  • mzk kedzierzyn kozle rozklad jazdy
  • czy allegrowicze moga zakonczyc aukcje przed